Przypisy
M. Napora, O potrzebie dalszych badań nad prasą gadzinową. Stan obecny i perspektywy badawcze, „Dzieje Najnowsze” 2021, t. 53, nr 2, s. 198.
Ibidem, s. 193.
Ibidem, s.196, 198.
Ibidem, s. 199.
O znaczeniu kategorii „obrazu rzeczywistości”, czy też raczej „światopoglądu”, pisze Victor Klemperer (zob. idem, LTI. Notatnik filologa, tłum. i przyp. J. Zychowicz, Warszawa 1989, s. 54–55).
Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, Sąd Okręgowy w Warszawie, 165, Akta Prokuratora Sądu Okręgowego w Warszawie w sprawie Kazimierza Garszyńskiego i innych, t. 2, k. 96–98 (cyt. za: Z. Schnepf, Losy pracowników niemieckiej gadzinówki „Nowy Kurier Warszawski” w świetle powojennych procesów z dekretu sierpniowego, „Zagłada Żydów. Studia i Materiały” 2008, nr 2, s. 144).
Jest ona autorką studium Gadzinowe narracje. Mechanizmy i strategie kreowania propagandowego obrazu świata w „Dzienniku Radomskim” 1940–1945, Warszawa 2017, gdzie w znacznej mierze realizuje przedstawione w cytowanym wyżej artykule założenia interpretacyjne.
M. Napora, O potrzebie dalszych badań nad prasą gadzinową…, s. 199.
Dane za: T. Szarota, Okupowanej Warszawy dzień powszedni, Warszawa 1988, s. 154.
Z. Schnepf, Losy pracowników niemieckiej gadzinówki „Nowy Kurier Warszawski”… Niewątpliwie najbardziej utalentowanym spośród kolaborantów-współpracowników NKW był Alfred Szklarski, późniejszy autor znanego cyklu powieści młodzieżowych o przygodach Tomka Wilmowskiego. Jak pisze autorka artykułu, w roku 1957: „Szklarski (ukarany 8 latami pozbawienia wolności, wyszedł warunkowo po 5 latach w 1953 roku) wydał pierwszą powieść sygnowaną jego prawdziwym imieniem. Książką Tomek w krainie kangurów zapoczątkował wielotomowy cykl […], który przyniósł mu sławę i liczne odznaczenia, m.in. Order Uśmiechu (1971) i Nagrody Prezesa Rady Ministrów za twórczość dla młodzieży (1973, 1987). Zgromadzone dokumenty nie dają pewności, czy starania Szklarskiego w 1967 roku o «skreślenie z rejestru skazanych» zakończyły się powodzeniem. Można natomiast zaryzykować stwierdzenie, że w zbiorowej świadomości i pamięci społeczeństwa ślady dziennikarskiej kolaboracji pisarza zostały skutecznie zatarte” (ibidem, s. 158).
E. Voegelin, Hitler and the Germans, tłum., red., wstęp D. Clemens, B. Purcell, Columbia 1999.
Ibidem, s. 80–81 (przekład M. P.).
Czynił tak np. bardzo ostro skrytykowany przez Voegelina niemiecki historyk Percy Ernst Schramm, który w swoim studium Adolf Hitler. Anatomia dyktatora (Adolf Hitler. Anatomie eines Diktators, „Der Spiegel” 1964, nr 5, s. 40–61. Kolejne części: 1964, nr 6, s. 37–51; 1964, nr 7, s. 42–56; 1964, nr 8, s. 55–67; 1964, nr 9, s. 39–49; 1964, nr 10, s. 48–60) gromadzi właśnie takie, często zupełnie nieistotne szczegóły, dotyczące osoby Führera. Przy tej okazji nie tylko Schramm, lecz także inni autorzy przywoływali dość często kategorię „demoniczności”, którą Voegelin również traktuje z dystansem i ironią. Hitler jest dla niego raczej „głupcem” w znaczeniu nadanym przez św. Tomasza z Akwinu łacińskiemu terminowi stultus (odpowiadającemu z grubsza współczesnemu słowu „głupiec”): ktoś, kto nie kieruje się w działaniu ani humanitarną racjonalnością, ani też nie przejawia w swym charakterze żadnych cech duchowości (zob. E. Voegelin, Hitler and the Germans, s. 60–61).
E. Voegelin, Hitler and the Germans, s. 107–108. Należy zwrócić uwagę na to, że autor używa tu terminu libido oczywiście nie w znaczeniu Freudowskim, lecz Pascalowskim i Nietzscheańskim, czyli jako dążenie do podporządkowania realności własnym wyobrażeniom, bliskie metaforze woli mocy (tym samym eliminując jego konotacje seksualne). Przy tej okazji (analizy rozpasanego woluntaryzmu, którego nie sposób nazwać zdyscyplinowaną „wolą”) Voegelin przywołuje zdanie Novalisa: „Świat ma stać się taki, jak tego pragnę!” (Novalis, Logologische Fragmente, Fragment 124, w: Novalis [Friedrich von Hardenberg], Schriften, t. 2, red. R. Samuel, H.-J. Mähl, G. Schulz, Darmstadt 1965, s. 554; cyt. za: E. Voegelin, Hitler and the Germans, s. 88, przekład M. P.).
Modelem takiego zawężenia (perspektywy wielu do perspektywy jednego) mogło być, niestety, chrześcijaństwo, a ściślej – sekularna deformacja zawartego w nim komponentu mesjańskiego. Pisze o tym m.in. Victor Klemperer w swoim bardzo znanym eseju filologicznym na temat języka Trzeciej Rzeszy, nazwanym przezeń „Lingua Tertii Imperii” (zob. idem, LTI. Notatnik filologa).
Voegelin pisze: „boska istota, ta podstawa istnienia, jest również rzeczywistością; a zamykając się na tę rzeczywistość, człowiek posiada w swoim zakresie doświadczenia mniej decydującej części realności, która go konstytuuje. W tym sensie mówimy o utracie poczucia rzeczywistości” (E. Voegelin, Hitler and the Germans, s. 87, przekład M. P).
NKW, nr 4 (z 5 stycznia 1943 r.), s. 1.
Zapewne dodatkowym wnioskiem, który czytelnik powinien wysnuć już sam (autor nie wypowiada go explicite) jest analogia między postępowaniem angielskiej arystokracji a zmienianiem nazwisk przez Żydów: okazuje się, że nazwiska Cecil, Cecil of Chellwood, Salisbury, Exeter, Ryughley, Cranborne i Amherst należą w istocie do jednej rodziny, która przez system koligacji oplata „siecią” swych wpływów znaczną część Zjednoczonego Królestwa (ibidem). Rzecz jasna, ideologicznym uzasadnieniem takich tekstów (poświęconych uciskowi „świata pracy” w krajach anglosaskich) jest jednak – mimo późniejszych politologicznych klasyfikacji – lewicowy charakter ideologii narodowosocjalistycznej.
NKW, nr 297 (z 19 grudnia 1943 r.), s. 2.
Zuzanna Schnepf w cytowanym już artykule wymienia wśród nich: Wilhelma Ohlenbuscha, Emila Gassnera i Hansa Stożyka. Na konferencji tej stwierdzono m.in., że „jest rzeczą niemożliwą wygotować [sic!] polskie teksty z niemieckich przekładów”, co zaowocowało (na kolejnej konferencji w lutym 1943 r.) postulatem zezwolenia Polakom na stworzenie własnej prasy, oczywiście pod ścisłą kontrolą (Z. Schnepf, Losy pracowników niemieckiej gadzinówki „Nowy Kurier Warszawski”…, s. 143).
Nawiązując do często przywoływanej w okupacyjnych wspomnieniach metody czytania prasy gadzinowej „pomiędzy wierszami”, rzec można, że „zręczna” operacja kontrataku w propagandowym języku Sztabu Głównego wojsk niemieckich – to taka, która została przeprowadzona niewystarczającymi siłami i pozwoliła uzyskać niewielki zysk terytorialny, zapewniając jednak tkwiącym w okopach żołnierzom od kilku godzin do paru dni upragnionego spokoju od miażdżących ataków przeciwnika.
NKW, nr 297 (z 16 grudnia 1943 r.), s. 1.
Pomijając oczywiście akcent antysemicki, który stanowił w większości tekstów niezbędną koncesję na rzecz ideologii. Sformułowanie „amerykańsko-żydowski kapitał” było obiegową kliszą w prasie Trzeciej Rzeszy.
NKW, nr 297 (z 16 grudnia 1943 r.), s. 1.
NKW, nr 30 (z 4 lutego 1944 r.), s. 1.
Co charakterystyczne, autor powołuje się na tym etapie wywodu na pogłoskę, w mniemaniu przeciętnego, niewyedukowanego czytelnika zawsze prawdziwszą od oficjalnej relacji: „Podobno w Teheranie Roosevelt zaproponował Stalinowi wielomiliardowy kredyt” (ibidem).
Ibidem.
Nie bez znaczenia pozostaje oczywiście to, że nazizm był wybitnie ekskluzywną (w złym sensie) ideologią narodowego egoizmu, a zatem retoryczne kreowanie uniwersalnych perspektyw było w LTI (by posłużyć się terminologią Victora Klemperera) skrajnie trudne. Jest to widoczne zwłaszcza w kontraście z komunizmem, którego ideolodzy nie mieli nigdy żadnych problemów z uniwersalizacją swojego przekazu, korzystając z autonomicznego, w pełni rozwiniętego języka dialektycznego marksizmu. (Choć miał on w znacznej mierze charakter deformującej komunikację „nowomowy”).
NKW, nr 215 (z 10 września 1943 r.), s. 1.
W tej sprawie zob. P. Morrison, The Poetics of Fascism: Ezra Pound, T.S. Eliot, Paul de Man, Oxford 1996, a także artykuł Jamesa Atlasa The Case of Paul de Man z “New York Times” z 28 sierpnia 1988 r. (https://www.nytimes.com/1988/08/28/magazine/the-case-of-paul-de-man.html, stan z 10 grudnia 2021 r.). Dla naszych rozważań istotne jest to, że de Man wykorzystał zapewne pozyskaną w „Le Soir” praktyczną umiejętność retorycznego manipulowania prawdą, kłamstwem i „półprawdami” do późniejszego tropienia podobnych zabiegów w literaturze i filozofii.
NKW, nr 215 (z 10 września 1943 r.), s. 1; autor ma na myśli lądowanie aliantów na Sycylii 10 lipca 1943 r.
Ibidem.
Ibidem.
Jedną z przyczyn faktu, że w NKW i innych tego typu gazetach niechętnie wspominano ten aspekt nazistowskiego Weltanschauung, było zapewne kierowanie przekazu głównie do drobnomieszczan o niezbyt szerokich horyzontach, którzy są z reguły nastawieni konserwatywnie; drugą mogło stanowić to, że miejsce Polaków w takich projektach Rzeszy i Europy pod jej panowaniem było bardziej niż marginalne.
NKW, nr 215 (z 10 września 1943 r.), s. 1.
Ibidem. Znamienne jest tutaj powołanie się właśnie na cechy estetyczne takiej wizji, a nie na racjonalną argumentację.
Ibidem. Ostatnie sformułowanie („jak zawsze o nim dotąd decydowały”) ma zapewne nie tylko uspokoić drobnomieszczańskiego czytelnika, który nie lubi radykalnych zmian, lecz także udowodnić, że te enigmatycznie zarysowane przemiany Europy nie mają nic wspólnego z pojęciem „postępu”. Wydaje się bowiem, że nazizm nie projektował swej historycznej przyszłości ani w związku z postępem, ani w ogóle w czasie linearnym, lecz w swego rodzaju monumentalnej wieczności.
Oczywiście nie tylko Voegelin formułował taką hipotezę. Wśród wymienionych tu już badaczy Victor Klemperer akcentował pierwiastek „religijnej manii” w przemówieniach i zachowaniu Hitlera. Budowała na tym swój przekaz nazistowska propaganda. Jak pisze Klemperer o jednym ze spotkań Führera z klasą robotniczą: „Zapowiedź brzmiała, jak następuje: «Uroczysta chwila między godz. 13.00 a 14.00. W trzynastej godzinie do robotników przybędzie Adolf Hitler». Jest to, jak każdy widzi, język Ewangelii. Pan, zbawca, przychodzi do ubogich i zagubionych. Finezja, nawet w sposobie podania czasu. O godzinie trzynastej? Nie: «W trzynastej godzinie»” (V. Klemperer, LTI. Notatnik filologa, s. 23).
NKW, nr 297 (z 16 grudnia 1943 r.), s. 1.
NKW, nr 229 (z 27 września 1943 r.), na s. 2 przynosi np. krótką informację pod nagłówkiem Hindusi w niemieckich mundurach. Powstanie Legionu Indyjskiego.
A właściwie grupa narodów, ponieważ Turkiestan nie jest krajem, lecz regionem geograficznym. Mianem tym – wedle Encyklopedii PWN – określano w XIX i XX w. rozległy obszar Azji, zamieszkały przez plemiona pochodzenia tureckiego (https://encyklopedia.pwn.pl/encyklopedia/turkiestan;1.html; stan z 20 listopada 2021 r.). Obecnie tereny regionu turkiestańskiego należą do państw: Turkmenistanu, Uzbekistanu, Kazachstanu, Mongolii, Chin, Tadżykistanu, Kirgistanu i Afganistanu.
NKW, nr 178 (z 28 lipca 1944 r.), s. 1.
Zuzanna Schnepf pisze: „Na okupowanych ziemiach polskich działały dwie prasowe agencje informacyjne: Niemiecka Służba Prasowa GG i Polskie Wiadomości Prasowe (PWP), przemianowane w połowie 1941 roku na Telepress – Agencja Prasowa GG. Większość informacji zamieszczanych w polskojęzycznych gadzinówkach pochodziła z PWP. Podstawowym źródłem informacji tej agencji były komunikaty przesyłane telegraficznie z Berlina do Krakowa, «niebieski» biuletyn, zawierający ogólny serwis niemieckiej agencji prasowej Deutsche Nachrichtenbüro (DNB), i prasa III Rzeszy. O sprawach lokalnych donosili miejscowi korespondenci PWP. Materiały zebrane przez PWP były przekazywane redakcjom” (Z. Schnepf, Losy pracowników niemieckiej gadzinówki „Nowy Kurier Warszawski”…, s. 139).
Wypada przytoczyć przykład takiego deformującego zbliżenia: w NKW (nr 4, z 5 stycznia 1943 r.) w artykule Twardy mur obronny nad jeziorem Ilmen. Liczne potyczki na zachodnim Kaukazie autor pisze o podoficerze artylerii przeciwczołgowej, który – dysponując jedynie lekkim działkiem z załogą – zmusił do odwrotu ciężki czołg radziecki, nękając go ogniem nie tyle niszczycielskim, ile bardzo konsekwentnym i deprymującym Rosjan. (Był to prawdopodobnie czołg typu KW-1). Tego rodzaju wiadomości – najpewniej zresztą zgodnych z prawdą – publikowano bardzo wiele, lecz nie wynikało z nich nic dla zmiany ogólnej sytuacji frontowej wojsk Rzeszy.
Przykładem takiego minireportażu może być tekst Dzień powszedni na froncie za Kręgiem Polarnym. Walki w kraju gdzie słońce w lecie nie zachodzi z NKW (nr 213, z 8 września 1943 r.), poświęcony oddziałowi grenadierów, którego zadaniem jest przyprowadzenie radzieckich jeńców w celu „wydobycia” z nich informacji o zamiarach nieprzyjaciela. Przedsięwzięcie kończy się oczywiście sukcesem, głównie dzięki odwadze i niezłomności żołnierzy: „Robi się gorąco, bo nieprzyjaciel rozpoczyna ogień ze swych granatników. Grenadierzy posuwają się jednak dalej” (ibidem, s. 1).
NKW, nr 193 (z 19 sierpnia 1944 r.), s. 1. Zabieg „historycznej monumentalizacji”, podkreślający zmagania Europy ze Wschodem (służący oczywiście również odwróceniu uwagi od bieżących wydarzeń, w tym przypadku – powstania warszawskiego, które dopiero we wrześniu zostało zauważone na łamach NKW) był w tej gadzinówce wielekroć powtarzany: 12 września, już w związku z sytuacją ludności cywilnej Warszawy i dalszymi losami zbuntowanego miasta pisano: „Podobnie jak w sierpniu 1920 r. tak i teraz złowrogie jakieś fatum prześladuje armię bolszewicką w stronach pobliskich Warszawy. Ile razy czerwone kohorty zdają się dosięgać granic miasta, tyle razy zostają odparte. Tak było znów pod Radzyminem i tak będzie aż do końca wojny. Wątpliwe jest, aby bolszewicy na tym zaciekle bronionym terenie zdołali się posunąć dalej” (NKW, nr 213, z 12 września 1944 r.).
„Epopeja” tego miasta jako obiektu zmagań wpływów zachodnich i wschodnich powtórzyła się raz jeszcze w dniach 19–22 czerwca 1992 r., kiedy w Benderach miała miejsce najkrwawsza bitwa wojny mołdawsko-rosyjskiej o Naddniestrze. Miasto zostało wówczas zdobyte przez 14. armię rosyjską gen. Aleksandra Lebiedia oraz zwolenników tzw. Naddniestrzańskiej Republiki Radzieckiej, stając się częścią nieuznawanej przez Zachód, separatystycznej Republiki Naddniestrza (zob. J. Solak, Mołdawia: republika na trzy pęknięta. Historyczno-społeczny, militarny i geopolityczny wymiar „zamrożonego konfliktu” o Naddniestrze, Toruń 2014, s. 113–115).
Takich np. jak kłamstwa na temat humanitaryzmu wojsk niemieckich i sprzymierzonych wobec ludności cywilnej w czasie powstania warszawskiego (zob. artykuł Skazani na śmierć przez bolszewików. Masowe konanie ludności leży jedynie w interesie Moskwy, NKW, nr 213, z 12 września 1944 r.).
E. Voegelin, Hitler and the Germans, s. 93.
Dziennikarze NKW nie stronili od moralizowania, co rzadkie w prasie codziennej. Widać jednak, że „wychowawcza” funkcja prasy gadzinowej była założona przez mocodawców. Zob. np. artykuł Wzajemna zależność u ludzi. Sprawiedliwa ocena obustronnej równowartości, promujący „minimalną kulturę społeczną” jako platformę porozumienia między ludźmi o różnych stopniach edukacji i na różnych poziomach hierarchii społecznej (NKW, nr 63, z 14 marca 1944 r.).
Antysemityzm, który gazety gadzinowe nieustannie podkreślały, nawiązując w ten sposób kontakt z podobnie nastawionymi czytelnikami, stanowi oczywiście temat na osobny tekst lub monografię. Wstępnie można stwierdzić, że był on realizowany na trzech przynajmniej poziomach: jako częsty składnik słownictwa (patrz przytoczoną powyżej kliszę językową „żydowsko-amerykański kapitał”), jako element rozumowania lub argumentacji w artykułach na inne tematy (geopolityczne, strategiczne, a nawet w relacjach czy meldunkach z frontu) oraz jako autonomiczny temat rozważań, np. w artykule Podwarszawskie osiedle, w którym nie ma żydów, prezentującym Milanówek i kończącym się konstatacją: „Elementy przestępcze opuściły okolicę, uchodząc w inne strony. Ludność osiedla uzyskała wreszcie spokój, nad utrwaleniem którego pracuje policja” (NKW, nr 19, z 23 stycznia 1940, s. 7).
Przykładem może być artykuł Z gruzów i zgliszcz powstaje Wielki Rotterdam, NKW, nr 214 (z 9 września 1943 r.). Nie ma w nim – rzecz jasna – ani słowa na temat tego, dlaczego akurat Rotterdam ma być odbudowywany z dużym nakładem sił i środków w chwili, gdy wojska niemieckie doznawały klęski na Wschodzie i potrzebowały ochotników z Europy Zachodniej, w tym także Holendrów.
Tekst Radiowe przemówienie min. Goebbelsa, NKW, nr 178 (z 28 lipca 1944 r.), s. 1.
Góra strony