Nawigacja – Mapa strony

Strona głównaNuméros28II · Pasje i potyczki edytorskie ...Listy Marii Trębickiej i Felicjan...

II · Pasje i potyczki edytorskie i tekstologiczne

Listy Marii Trębickiej i Felicjana Faleńskiego

Zredagowane przez Agnieszka Bąbel
p. 153-167

Uwagi wydawcy

DOI: 10.18318/napis.2022.1.10

Pełny tekst

1List Felicjana Faleńskiego z 20 sierpnia 1854 roku znajduje się w poszycie nr 5780 (Dział Rękopisów Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie) na kartach 1–2v (obustronnie zapisane piórem karty gładkiego papieru o wymiarach 26,5 x 21 cm, pierwsza karta zdobiona w lewym górnym rogu wytłaczanym monogramem). Rękopis ten zawiera blok listów w języku polskim, obejmuje 626 kart w formacie 4º, w tym osiemdziesiąt jeden listów Felicjana Medarda Faleńskiego (1825–1910) do Marii Trębickiej (1821–1896), od 1859 roku swej żony, oraz sto pięćdziesiąt jeden listów Marii Trębickiej do Felicjana Faleńskiego w układzie chronologicznym (choć niepozbawionym omyłek).

  • 1 Jest to opracowanie popularnonaukowe, nie edycja krytyczna – niemniej bardzo cenna ze względu na ws (...)

2Tekst jednej ręki o wyrazistym dukcie pisma jest miejscami trudny do odczytania z powodów mechanicznych: ze względu na sposób sporządzenia poszytu (niewidoczne wyrazy na wewnętrznych krawędziach zbyt głęboko zszytych kart) oraz uszkodzenie strony 1 – przetarcie karty na zgięciu usiłowano naprawić taśmą klejącą, co spowodowało przebarwienie papieru i problem z odczytaniem czterech wersów1, który udało się rozwiązać dzięki istnieniu pierwszej edycji tego listu, przedrukowanego przez Marię Grzędzielską w Wyborze utworów w serii Biblioteki Narodowej (Wrocław 1971).

3Przygotowując tekst do edycji, zmodernizowano i ujednolicono zapis ortograficzny. Dotyczy to zasad pisowni wielkich liter (Sierpnia, Bajce, Biskup Warmiński, ten Romans, Koty, gotów do Rady, Medycyna, myśleć o Niebieskich migdałach, Reformatorem), pisowni łącznej i rozdzielnej wyrażeń przyimkowych (czegobądź, odemnie, powtóre, oberwał od kosza, dla tego, bezwątpienia, zdaleka, napowrót, zdawna, zapóźno), zaimka rzeczownego to (jestto, Jużto), oraz partykuły by (właściwiejby, aniby, każdyby). Zwrot grzecznościowy pani, zapisywany niekonsekwentnie małą lub wielką literą, pozostawiono jako świadectwo nieustalonej normy. Uwspółcześniono ortografię rzeczownika hełm (chełm), zniesiono nieuzasadnione udźwięcznienia w nagłosie wyrazów (ztamtąd, z poza, zcudzoziemczenie), pisownię nazw własnych obcego pochodzenia przez x zamieniono na ks (Fixatem, Fenix) i usunięto podwojenia spółgłosek (kommunizm), zmodernizowano pisownię joty, oddawanej przez samogłoski i lub y (korespondencyi, menażeryi, fantazyi, poezyi, pensionarek, socializm, hipokryzya, entuzyazm, tradycya, hipokondryi, Felician). Zachowano jednak dawną pisownię rzeczownika mozajka. Pozostawiono również zapisy mogące stanowić ślady wymowy autora listu: samogłoskę nosową ę w wygłosie wyrazów (mię, przecię), oboczności o – ó (ktoż, coż, mowię) oraz e – y (bohatyrstwa), ruchomą końcówkę czasownikową pierwszej osoby liczby pojedynczej i mnogiej czasu teraźniejszego (Jam, żem, anibym, alem, tylkośmy), a przede wszystkim spolszczone formy imion i nazwisk (Don Kwischot, Amadisy z Galii, Rynaldy z Montalbanu, Hejne, Dikins, Bajron, Szatobrian, Szyller), powracając do oryginalnej pisowni w przypisach objaśniających.

4Interpunkcję dostosowano do zasad współczesnego przestankowania logiczno-składniowego, uzupełniając brakujące przecinki lub (rzadko) usuwając nadmiarowe. Zachowano jednak charakterystyczne dla dziewiętnastowiecznej interpunkcji półpauzy, często stosowane zamiast przecinków czy średników, a także podwójną interpunkcję w funkcji retorycznej (przecinek i półpauza, podwójna półpauza na końcu akapitu).

5W warstwie fleksyjnej zgodnie z przyjętą ogólnie normą edycji uwspółcześniono postać narzędnika lp liczebników, przymiotników i zaimków w rodzaju nijakim oraz lm w rodzaju niemęskoosobowym -em, -emi do -im/-ym, -ymi (pierwszem lepszem [zobaczeniem się], w niczem, podobnemi [mnie], [jest przeciwieństwem] krzyczącem, z całem [zaparciem się siebie], [jest] nieszczęśliwem, nad któremi, przy stosownem usposobieniu, mojem wiekuistem głupstwem, równemi, niższemi, tem, o wszystkiem, dziwnem, czemże był inszem, naszem).

6Jako ślad języka dziewiętnastowiecznego pozostawiono również formy leksykalne będące archaizmami (przylgło, najliteralniej, mydlniczka, obiedwie, święcała, rozjadłość, powieściarz, samochcący, rumatyzmy, hipokondria, zasady tykalne), a także nieliczne dawne formy zwrotów o odmiennej rekcji czasownikowej (mniema się być szarpanym) lub niespotykanej dziś łączliwości (wyżyć [lata], zmawiając na pióro).

7List Marii Trębickiej z 6 sierpnia 1854 roku znajduje się w poszycie nr 5780 (Dział Rękopisów Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie) na kartach 7–8v (obustronnie zapisana piórem podwójna karta gładkiego papieru o wymiarach 21 x 13 cm; dukt jednej ręki z ołówkowym dopiskiem – zapewne bibliotekarza – przy dacie „N. stylu”). Nigdy nie był drukowany.

8W tekście edycji zmodernizowano i ujednolicono ortografię w zakresie pisowni łącznej i rozdzielnej partykuły nie z czasownikami (Niewiem, nieumiem) i rzeczownikami (nie istnienia), a także partykuły by oraz pisowni zaimków, przysłówków i wyrażeń przyimkowych (mogli byśmy, czém kolwiek, naprzykład, dla tego, za nadto, potemu, przytem, z resztą). Uwspółcześniono pisownię samogłosek y – i (poezyach, Marya), usunięto dublowane spółgłoski (w poemmie), udźwięcznienia w wygłosie (bydź) i nagłosie (ztąd). Zachowano jednak bardzo konsekwentnie stosowane przez autorkę listu é pochylone jako ślad ścieśnionej wymowy samogłosek (zatém, niémi, tém, czém) oraz nosówki (zamięszać) i oboczności (rożnych).

9W obrębie fleksji zmieniono postać narzędnika lm przymiotników w rodzaju niemęskoosobowym -em, -emi do -imi, -ymi (bliskiemi znajomemi) jedynie wówczas, gdy nie było tam é pochylonego. Pozostawiono długie formy zaimków osobowych (Śniło mnie się, zdaje mnie się) oraz stosowaną przez Trębicką odmianę i pisownię imion własnych (posyłam Musset, [wiersz do] Lamartina, Gothard).

10Ze względu na używaną w liście bardzo oszczędną interpunkcję (długie zdania wielokrotnie złożone, bez przecinków i średników oddzielających zdania składowe) przestankowanie dostosowano do współczesnych zasad logiczno-składniowych, uzupełniając brakujące przecinki. Jako charakterystyczną cechę pisma autorki zachowano myślniki, stawiane zamiast kropek na końcu zdania.

11Wyróżnienia autorów zaznaczane przez podkreślenie wyrazów oddano rozstrzeleniem.

  • 2 Zasady owe stosowano o tyle, o ile jest to możliwe przy edycji listu – dokumentu zachowanego w jedn (...)

12Obecne wydanie listów, inspirowane zasadami krytyki genetycznej2, dąży do zachowania możliwie wielu cech rękopisu i śladów procesu powstawania tekstu (oznaczanie podziału na strony, skreśleń i poprawek, zachowywanie indywidualnych cech języka jako świadectw wymowy i ekspresji autorów).

13Za pomoc w odczytywaniu trudnych miejsc tekstu serdecznie dziękuję członkom Zespołu Edytorskiego Instytutu Badań Literackich PAN, w szczególności dr Agacie Grabowskiej-Kuniczuk i dr Aleksandrze Błasińskiej.

14Zastosowane znaki edytorskie:
wyraz – wykreślenie przez autora
{wyraz} – dopisanie przez autora
[wyraz] – emendacja lub komentarz edytorski
[…] – wyraz lub fragment nieczytelny
<wyraz> – lekcja niepewna

[Maria Trębicka do Felicjana Faleńskiego]

15Ze Stryhowa 6go sierpnia [1854 r.]
[Dopisano ołówkiem: N. stylu]

  • 3 una particularità da mon individa (wł., dialekt korsykański) – ‘szczególna cecha mojej osoby’.
  • 4 Koszecki – niestety, nie udało się zidentyfikować, o kogo chodzi.
  • 5 Wspomniane utwory pochodzą z różnych lat twórczości de Musseta (1810–1857), jednego z pierwszych fr (...)
  • 6 Chodzi o Józefa Komorowskiego, z którym Maria również korespondowała (epistoły od Józefa i jego bra (...)

16Nie wiem, czy dobrze robię, pisząc dzisiaj do Pana, bo smutna i słaba jestem, a zatém w usposobieniu, którém ledwo z bardzo już bliskimi znajomymi albo przyjaciołmi tylko dzielić się godzi – Ale przyjaciołom już tak zwyczajnie dostaje się, co mamy najgorszego do rozdania z siebie i od siebie, że może już czasem i wypada część tego ciężaru zrzucić na tych, których jeszcze nie mamy prawa nazwać tém imieniem, a może przeczuwamy, że moglibyśmy kiedy niém nazwać, gdyby czas i okoliczności pozwoliły na to zarobić – Trzeba mi ciągle, pisząc list ten, przypominać sobie, jak krótko i mało znałam Pana, bo przyznaję, że nie umiem o tém pamiętać –. A może znowu lepiej i nie pamiętać, może lepiej by było uwierzyć, że Pan, tak jak ja, nie liczył na dni i godziny znajomości naszą, i że się trochę więcej poznaliśmy, niźli czas na to się zdawał pozwalać. Bardzo bym chciała tego być pewną, a bardzo nie umiem, bo nic w siebie nie wierzę, a im wyżej cenię kogo, tém mniej umiem pojąć, abym mu czémkolwiek być mogła, tém bardziej jeszcze z daleka, bo jestem o tém przekonaną, że nikogo tak nie jest łatwo zapomnieć, jak mnie, i od dawna nie mam tego za złe nawet tym, którzy mnie długo znali i jak o nawyknieniu mogliby chociaż o mnie pamiętać, bo sobie powiedziałam, że to jest zapewne una particularità da mon individa3, a zatém nie ich, ale moja wina. A zresztą <wysilenia> ludzi mniej, jak sądzimy, przeciw nam grzeszą, nasza wina, że w nich siebie, a nie ich szukamy, mówiłam to już [k. 7] Panu. Wracając do trudności listu mojego, który ma mnóstwo przyczyn nieistnienia, a jedną tylko istnienia, chęć moję wrócenia na chwilę do dobrych godzin, które w Warszawie Panu byłam winną, wracając do tych trudności wielu, widzę jeden tylko sposób zniesienia ich, a tém jest szczere zapomnienie choćby na czas pisania tylko o tém, że się tak krótko znamy. Bo inaczej jakże bym pisać mogła i co bym do napisania miała, wszak mi zapewne w życiu na myśl nie przyjdzie napisać do P. Koszeckiego4 na przykład, którego w Pana przytomności poznałam i matematycznie już tak obliczając, więcej znam może niż Pana, bo ciągle przez godzin parę mówiąc, więcej zapewne słów wypowiedział. A tym większym jeszcze dowodem, że liczę na dobrą już znajomość, jest to, że posyłam obiecanego Musset, choć jednak przyznać muszę, że się jeszcze cokolwiek z tém wahałam, bo tak wiele w niém kart niepotrzebnych, ale jednak posyłam, bo mi trzeba, aby Pan przeczytał to, co ja w nim ulubiłam i powiedział za mną, że tam są słowa z serca płynące, które dlatego wprost do serca idą, bo to głos prawdy – Proszę przeczytać wiersz do Lamartina, La nuit d’Octobre, ustęp o Don Juanie w poemie Namouna, którego ten ustęp całą pięknością, wstęp do poematu Rolla5 i wiele innych wierszy tu i owdzie porozrzucanych, które Pan łatwo znaleźć i wybrać potrafi, a wtedy Pan będzie wiedział, jestem tego pewną, co z Alfreda Musset ja posyłam, i dlaczego ja jego od innych francuskich poetów odróżniam. Nigdy temu uwierzyć nie potrafię i nie zechcę, aby człowiek z pisma nie był jedną istotą, dlatego kiedy mi Pan powiadał, że w powieściach jego <więcej już> człowieka [k. 7v] znajdę niż w poezjach, to zdaje mnie się, że wiem, jak to zrozumieć, i że człowiek będzie ten sam, ale taki, co już wiele przebolał i od ludzi część siebie samego w sobie zamknął, bo oni jej niewarci. Niech mi Pan daruje, jeśli dotknęłam témi słowami tego, co tylko do bardzo bliskich już należy, będę się tém tylko tłumaczyć, że niedawno słyszane wiersze Pana zanadto może jeszcze pamiętam, a potém powtórzę, że zaczynając list ten, trzeba mi było zapomnieć się i miło mi zapomnieć, że się ledwo znamy – Co do Alfreda de Musset, mnie się zdaje, że tę strunę, co brzmi fałszywie w jego poezji, winien on wiekowi i ludziom, wśród których żyje. Źle mu między nimi było, wiem o tém skądinąd, a wiedziałabym i z wierszy już jego. Lubię pamiętać o tém, że mi Pan obiecał dać wiedzieć o sobie – i o zajęciach swoich, wszak mnie mówić już nie trzeba, jak szczery w tém biorę udział, jak się cieszę wiadomością od Pana, zdaje mnie się, że Pan o tém wiedzieć powinien. Jeżeli będzie kiedy czas i usposobienie po temu, proszę pamiętać, że list Pana miłym i dobrym będzie mi gościem, ale proszę nie myśleć, że odpisać mi trzeba, bo tego ja nie chcę i pisać bym wcale nie umiała, gdybym tylko pomyślała, że list mój podobny obowiązek, a raczéj ciężar komu nałożyć może, a pisząc tylko do tych, z którymi rozmowa jest mnie miłą, nie czuję, aby mi się co od nich za to należało, co jest mi już przyjemnością i samo się wypłaca. Pisałam Panu z początku listu tego, że smutną i zmęczoną jestem, Pan Komorowski6, któremu o tém pisałam, powie, jaki smutek w do[k. 8]mu zastałam, straciłam osobę, która choć niby tylko domową była, od wielu niby krewnych więcej mi znaczyła, ciężko żegnać tych, z którymi złe i dobre dni się dzieliło, ciężko zostawiać zasi<ę> tych krewnych wspomnień, uczuć naszych, bliższych o wiele sercem od krewnych rodu i iść ciągle, coraz bardziej samotnie.

17Śniło mnie się razu jednego, że po trudnej i kamienistej drodze wśród wielu ludzi szłam nieznanych, których coraz ubywało w przebywaniu rożnych rozpadlin i przepaści, aż nareszcie prawie sama się znalazłam na zielonej łące, gdzie stanęłam, patrząc jeszcze na <parów>, w którym wielu złych ludzi zostało. Zda[je] mnie się, że ta droga do życia była podobną, bo i tam iść koniecznie trzeba było, ale co łąka i wypoczynek, to już pewnie za tym światem chyba się znajdą – O tym śnie wspomniawszy, zaczynam się lękać, czy nareszcie i Pana tym długim listem nie uśpię, a że już by to lepiej, jak tylko po zwyczajnemu znudzić, bo wieluż to ludzi nam zostawia po sobie te życzenie, aby cokolwiek więcej działania magnetycznego mając, mogli nas w sen spokojny wprowadzić, zamiast tylko do nerwowego ziewania usposobić swą rozmową – Miałam wczoraj takiego gościa, Panu go może dzisiaj Bóg zsyła, proszę to znieść z dawną ojców naszych gościnnością i nabrać cierpliwości w nadziei, że czas jaki Pan odpocznie. Nie wiem, czy mogę na końcu listu tego powiedzieć, że w zimie spodziewam się widzieć Pana w Warszawie, może w tej chwili dosyć ma Pan mojego towarzystwa i mogłabym tą wiadomością przestraszyć, ale zima daleko, a przy tym to jeszcze niepewne. Żegnam, o życzliwe czasem prosząc wspomnienie, ja pamiętać będę, bo ja nigdy nic zapomnieć nie umiem, a zresztą za mało dobrych mam wspomnień w życiu, aby mi się poplątać i zamięszać w pamięci mogły, dziękuję raz jeszcze Panu, bom mu dobrych godzin kilka winna. [A] proszę wierzyć, że jeśli wiersze Pana nie dla wieku tego, to jednak bę[dą] jeszcze ludzie, którym czytać je można, bo nie uszami, tylko słuch[em].

18Maria T. [k. 8v.]

  • 7 Pan Turno i Gothard to ojczym Marii, generał Karol Turno, i jej młodszy o dwanaście lat przyrodni b (...)

19[Dopisek na górze karty, do góry nogami:] Pan Turno i Gothard7 ukłony swe przesyłają –

[Felicjan Faleński do Marii Trębickiej]

20Z Warszawy dnia 20 sierpnia 1854 r.

  • 8 Ironiczna aluzja do morału Wilczka z Bajek nowych (1802) Ignacego Krasickiego, który opisuje przebu (...)

21List pierwszy! pierwszy list do kogoś! od czego go zacząć? Sądzę, że od czego bądź, byle był początek. To, co niegdyś powiedział w bajce poczciwy nasz biskup warmiński – to tylko szczera prawda, wierz mi pani. Najciężej – zacząć!8 Dlatego też nie dziw się pani, jeśli kiedy w przyszłości zdarzy Ci się odebrać ode mnie niejeden list nieudatny, który się będzie zaczynał od środka lub się skończy na początku. Bom ja dziwak i w głowie mojej jest tylko parzysta liczba klepek. A chcesz Pani wiedzieć, gdzie się podziała najpotrzebniejsza – piąta z porządku? Oto pozostała w rękach osoby, która rozciągała nade mną srodze czułą opiekę, aż do lat 21 mego życia; a nie powinna{o} to jednak dziwić nikogo rozsądnego, zważywszy, {że} do rąk tego człowieka przylgło i [wi]ęcej jeszcze mojej własności, nie tylko ta jedna klepka. Ale na bok niepotrzebna gadanina. Oto, na rozpoczęciu naszej korespondencji, ośmielę się przedstawić pani kilka warunków układu, do którego ja pierwszy zaraz przyrzekam zastosować się jak najliteralniej. Proszę Pani, chciej pójść za dobrym przykładem.

22Naprzód – odłóżmy sobie na czas sposobniejszy wszelkie grzecznostki towarzyskie, które niemiłosiernie tylko zabierają miejsce na papierze, nie wyrażając nic a nic zgoła. Tyle znajomości świata, ile my jej mamy oboje, wystarczy jak najparadniej na dopełnienie sobie w myśli tego, co odłożymy na bok tymczasem. Dla prostej oszczędności chwil i papieru, – wszak prawda? W razie zaś nieuniknionej potrzeby, dopełnimy sobie tego świętego obowiązku, za pierwszym lepszym zobaczeniem się, – gdyż może się jeszcze kiedy i zejdziemy, bo to podobno tylko góry się nie schodzą.

23Po wtóre – porzućmy również wszelkie przepraszania się za cośkolwiek i wszelkie odpisywania sobie wielce obowiązkowe. Nie krępujmy się w niczym, żebyśmy się przypadkiem nie stali podobnymi do owych skończonych pensjonarek, które zaczynają swoje listy, od przepraszania, że dawno nie pisały, potem przepraszają za to, że bazgrzą, zmawiając na pióro, papier i atrament, i nareszcie przepraszają, że są zmuszone list skończyć, gdyż posłaniec stoi na karku.

24Następnie, nie będziemy mierzyć listów naszych ani ich liczyć. Zostawmy pierwsze utrudzenie stanowi kupieckiemu, a drugie arytmetyczności, której nawet <siły> nasze są nierówne, ponieważ pani doszłaś, ile to jest półtora raza półtora, rzecz, której ja się w żaden sposób dojść podjąć nie mogę.

25Na tym niech będzie koniec warunkom. Gdyby się znalazło jeszcze coś więcej, <wspomnę o tym po drodze>.

26Chcę, żebyśmy <się> sobie urządzili tak rozmowy, jak najlepsi znajomi. Rozsiadłszy się wygodnie, <mówiąc, co nam się> się podoba i kiedy nam się podoba, nie ukrywając sobie nic – choćby nawet ziewnięcia i przebaczając sobie bardzo, bardzo wiele. Mówię tu w obronie własnej mojej sprawy: potrzeba Pani będzie zdobyć się na świętą cierpliwość, na anielskie pobłażanie, nieraz uzbroić się nawet w egzorcyzm. Gdybym nie wiedział, żeś pani już miała w życiu do czynienia z podobnymi mnie szaleńcami, anibym się ważył być pierwszym – pani mnie znasz niedawno i mało. Urządzi się to w sposób następny. Wyobraź pani sobie: to jest znajomość dawna, odwieczna, przyjaźń nawet trochę (proszę mię nie wywodzić z błędu). Tylko, żeś pani wyjechała – gdzieś – na jakieś lat kilka – i za powrotem zastajesz mię Pani chorym, zmienionym do niepoznania, tak że się mnie na nowo uczyć musisz. Wszakże to tak było – nieprawdaż? No, otóż i największa trudność usunięta. –

  • 9 Tu i dalej nawiązania do przygód tytułowego bohatera powieści Miguela de Cervantesa y Saavedry Prze (...)

27Czytałaś pani zapewne Don Kwischota?9 – Ktoż go nie czytał! Co do mnie – niech zginę, jeślim się śmiał choć trochę, czytając ten romans, arcy podobno śmieszny. Co pani powiesz na to – ja go czytałem ze łzami w oczach. Don Kwischot – to mój brat rodzoniuteńki. Młyny wietrzne, Amadisy z Galii, księżniczki Mikomikon, wyspy Baratarie, Czarodzieje Merliny, stada owiec, Dulcynee i Rynaldy z Montalbanu – to moje stare znajomości. Byłżeby śmiesznym Don Kwischot, którego właściwiej by Don Fiksatem nazwać, gdyby nie miał przy sobie sługi swego San{ch}o – uosobionego rozumu praktycznego – który mu jest przeciwieństwem krzyczącym. Sanczo to świat – to proza życia. Odejmijmy go, a zostanie tylko człowiek dobrej woli, dobrej wiary, z całym zaparciem się siebie, z całą gotowością do poświęceń, – biczowany śmiesznością – pojony żółcią – wiedziony na Golgotę drogą ciężkich, smutnych zawodów. Jakieś koty, puszczone nań dowcipną ręką, szarpią mu twarz i ręce, a on mniema się być szarpanym przez szkodliwe ludziom potwory, które zwalcza w ich obronie. Jedzie zbawić ludzkość – a dzieje się to na zdychającym koniu, któremu łatwo porachować żebra. Sądzi, że walczy za uciśnionych z ich prześladowcami – a to tylko bukłaki skórzane od wina, wypitego już dawno. Mniema, że walczy z [si]łą – a to jest tylko ospały lew z menażerii. Wybiera się w kraje fantazji, w których gościć tylko wybranym, – a robi to na drewnianym koniu, który jest naładowany petardą, mającą go wyrzucić w powietrze ku uciesze zgromadzonych. Zamki przemieniają mu się w karczmy nędzne – do czarownych krajów Merlina spuszcza się na starym powrozie – a hełm, jego bohatyrstwa i męstwa znamię, jest to śmieszna mydlniczka golarza – naczynie baniek pustych, choć strojnych w barwy tęczy. Och! życie ludzkie ma dwie twarze: zawód i śmieszność, obie na jednym ka<rku>, potknąłeś się boleśnie o kamień będący na twej drodze, – toż boli tylko ciebie jednego. Bo patrzący na to widzą tylko, żeś [k. 1] się potknąwszy, podskoczył śmiesznie i skrzywił zabawnie, – jakże się tu nie śmiać?

28Dziecię, któremu zabawkę zepsuto, niezaprzeczenie równie jest nieszczęśliwym, jak młodzieniec wieku naszego spekuluj[ący] na bogatą żeniaczkę, który z nagła oberwał odkosza. Według stawu grobla. Człowiek, którego na każdym kroku prześladuje śmieszność nieubłagana, równie cierpieć może jak Job i Łazarz, nędzarze, nad którymi ociężała ręka Pa[na]. Jam nie Job – ale Don Kwischot. Och! czy znasz pani owe nieszczęścia – małe bez wątpienia – na które ktoś dru[gi] ani by zważał, ale od których jednak, przy stosownym usposobieniu, obłąkać się można, jak Rycerz Smutnego Oblicza. Owe drobne ciosy, nie mieczowe nawet ani sztyletowe, ale, o zgrozo! szpilkowe tylko – pokrzyw[owe] nawet niekiedy, a które wiedziały jednak, gdzie ugodzić najboleśniej – bo te miejsca, u drugich, byłyby m<oże> nic a nic niedotkliwe. Oto – chora jest dusza w człowieku. Schodzą się życzliwi – przykładają ręce do czoła, do skroni, do serca. Zewsząd pała – gorąco – płomień. „To gorączka! – powiadają – przejdzie to, przejdzie, tylko trzeba przykładać lód i mokre szmaty.” A jestże w ludzkości liczniejsza kasta nad lekarzy? Każdy got[ów] do rady i każdy po swojemu. I powiedz mi Pani także, czy też uleczył kto obłąkanego, mówiąc mu: <„Ale> głupstwo mój kochany – to tobie się tylko tak zdaje – to tak wcale nie jest, jak sobie ty wyobrażasz – <ty> jesteś obłąkany!” – A mnie właśnie tak leczono. Zimny lód i przekonanie – niech żyje medycyna!

29A ja powiadam: Modlitwa tylko zbawia, praca leczy. „Puść się morzem – powiada wschodnia mąd[rość –] ­a nauczysz się modlić”. I jestże burzliwsze morze, jak morze życia? – nie sądzę. Och! a praca! I z{co}ż zapełni życie, jak ona? Tylkoż, byle rzucić się w nią, ani się wahając, ani oglądając poza siebie, ja[k] Safo z Leukatei, na to, żeby się uleczyć lub zginąć. Kiedyś śpiewałem Safonę skaczącą w otchłań z[e] skały i kładłem jej w usta to, czegom sam później znalazł zastosowanie. Człowiek bywa prorok[iem].

  • 10 Zacytowana w całości przedostatnia zwrotka wiersza Faleńskiego Safo. Ze skały, który wszedł do jego (...)

…Młodość i ducha swoboda,
Gdzież dziś te wiosny obiedwie?
Byłam spokojna i młoda,
Niedawno – wczora zaledwie!
O moje skarby niewieście!
Kędyż wy dzisiaj jesteście!
O Afrodyte! O biała!
Jam tobie pieśń ma święcała –
Och! w swej ty miej mię dziś pieczy.
Prawdaż to, że w tej topieli,
Kto się w nią rzucić ośmieli,
Lub zginie – lub się uleczy?…10

  • 11 Do tej zasady poeta stosował się, nie tylko paląc juwenilia (np. w gimnazjum po lekturze wierszy st (...)

30Tak ja rozumiem życie – i taką jest moja mizantropia. Jednak – uważaj mię pani i zastosuj się [do tego], ja nie chcę, żeby wiedziano, że ja pracuję, – ja potrzebuję tylko próżnować, marzyć, myśleć, żeby nie wymyśleć, – to lepiej, jak tylu innych, co myślą, byle wymyśleć co bądź. Ja potrzebuję niszczyć, com stworzył, żeby nie pozostało po mnie nic, tylko wspomnienie niepożytecznego nikomu żywota11. [Co] mnie po ludziach, lub ludziom po mnie? Nie chcę także, żeby wiedziano, że ja płaczę. Owszem, ja [się] śmieję od ucha do ucha, na całe gardło. Dlatego powieść moja jest to tylko maska komiczna, spoza której ja się wykrzywiam światu, pokazując mu język. Nie jestżem upadły, bez nadziei podniesienia, [nie umiem] przebaczać. Wierz mi pani – nie warto znać mnie jako powieściarza. Był czas, kiedym <tę> niechęć moją do świata przeniósł nawet do poezji (bo ja właściwie jestem tylko poetą), wtedy było to coś rodzaju Hejnego, – ale żal mię zdjął poniżać w ten sposób boską moją sztukę, więc spaliłem liche ramoty i zrobiłem się powieściarzem. Ja bo nie nienawidzę ludzi, tylko ich nie kocham – albo może nawet i ko[cham], tylko chcę ich mieć z daleka. Gdyby wiedziano, że płaczę, każdy by się zbliżał, przez ciekawość lub politowa[nie], a tak, powiedzą przynajmniej: „nie zbliżajmy się do niego; to jeszcze pół biedy, póki on kpi z drug[ich,] ale jak z nas zakpi – będzie wstyd.” Wolę, żeby się mnie bano, jak kochano mię – bo ludzie jeśli ko[chają] szaleńca, to tylko przez litość, a ja od dzieciństwa mego miałem dziwny wstręt do politowań. Pamiętam, ile razy byłem kiedy za karę na pokucie, jeśli ktoś przechodząc, litował się nade mną – w rozjadłość [mię] to wprawiało. Wolałem stokroć: żeby mię bito, żeby mi dokuczano, wyśmiewano się ze mnie, jak [żeby się] litowano nade mną. Wolę się ja sam nie litować nad nikim, byle tylko nie przywłaszczano sobie tego prawa do mnie. Już to taka natura niedobra – cóż robić. Zresztą, do licha! ja i nie jestem wart politowania. –

  • 12 Na temat rodziny Faleńskiego biografie podają niewiele informacji. Wbrew obrazowi kreślonemu w liśc (...)

31Ja – który mam rodzinę12 – ile głów, tyle serc poczciwych, przywiązanych do mnie, – a które jednak odpycham niekiedy samochcący, udręczając moim wiekuistym głupstwem. –

32Ja – który mam także dom rodzinny, w którym jednym mi tylko dobrze, – a jednak ja i tam nie mam spokoju, – coś mię stamtąd konieczne pędzi w świat, od którego uciekłem, na to, żebym znowu uciekł na powrót.

  • 13 To raczej licencja poetycka. Poeta od młodości dość trudno nawiązywał kontakty towarzyskie, literac (...)

33Ja – co mam dużo, dużo przyjaciół13, których sam nie jestem przyjacielem, i od których uciekam, jak od politowania.

  • 14 Faleński urodził się 5 czerwca 1825 r., w lecie 1854 r. zaczął zatem 29 rok życia.

34Ja – który mam 28 lat skończonych14, czyli raczej nie mam ich już, bom je wyżył, a dotąd nie stworzyłem jeszcze nic wielkiego. –

35Ja – który nie miałem prawie młodości, który dojrzałem bardzo wcześnie, i dziś czuję się już starym. Czyż to krzywda nie być nigdy młodym lub zbyt krótko szalonym? –

36Ja – który nie umiem być szczęśliwym – choć to przecię tak łatwo! Tyle jest pod ręką szczęśliwostek, od [których] drugim bywa na ziemi jak w Raju, i dość tylko wyciągnąć rękę, żeby ich dosięgnąć. Alem ja dziwnie [k. 1v] [len]iwy i wolę spoczynek od ruchu. –

37Ja – który nie umiem żyć z ludźmi, choć to także rzecz nietrudna. Och! pani nie wiesz – ja bo jestem dziwnego rodzaju arystokratą w tym względzie. Ludziom wyższym ode mnie przewagą ducha kłaniam z daleka i ustępuję z drogi, – nie widzę korzyści żyć z równymi sobie, mam już siebie samego aż do zbytku, – a niższymi od siebie gardzę bez ceremonii, bo cóż być może wart człowiek niższy ode mnie, kiedym sam już {i} tak {już} ogromnie mały! –

38Ja – który jestem egoistą – brzydkim, brudnym, skąpym, ospałym egoistą. Gdyby mi powiedziano: „Patrz! ludzkość ginie – ty jeden tylko zbawić ją możesz,” – ja bym odpowiedział: „Nie chcę – wolę próżnować – myśleć o niebieskich migdałach – patrzeć sobie na przeciągające obłoki – spoglądać w zachodzące słońce, albo [w] ruchome źwierciadło wody po godzinach całych – dajcie mi pokój, – nie mam czasu. Niech ginie ludzkość, strupieszała, chora bez ratunku, zgrzybiała i wycieńczona na siłach! – niech umiera! – im prędzej, tym lepiej! Im prędzej skona – tym prędzej się odrodzi, – bo ludzkość jest jak Feniks, co się odradza [z] własnych popiołów. Bądź wola Pańska!” – –

  • 15 Nawiązanie do sceny kończącej pierwszą części powieści George Sand Lélia (1833) – gdy piękna i intr (...)
  • 16 Przedostatni wers z wiersza Adama Mickiewicza Żeglarz (1821).
  • 17 Faleński w jednym szeregu pisarzy „bawiących” stawia takich autorów jak Charles Dickens, Alexandre (...)
  • 18 Ta interpretacja twórczości Deotymy (Jadwigi Łuszczewskiej), która w latach pięćdziesiątych odnosił (...)
  • 19 Nieco drwiąco scharakteryzowanymi „światłami wieku” mają być francuscy twórcy: René Chateaubriand, (...)
  • 20 Ugo Foscolo (1778–1827), włoski pisarz i poeta, łączący w swej twórczości nurt klasycyzmu i preroma (...)
  • 21 Wśród kamyków „najdziwaczniejszej mozaiki” Faleński wymienia autorów klasycyzujących, preromantyczn (...)
  • 22 Faleński do grona „wyznawców ciała”, skoncentrowanych na kwestiach społecznych, zalicza tak rozmait (...)
  • 23 Chodzi o budowę miasta i wieży Babel, uniemożliwioną potomkom synów Noego przez Jahwe „pomieszaniem (...)
  • 24 Nieco przekształcony cytat z Konrada Wallenroda Adama Mickiewicza (pieśń IV. Uczta, właśc. „Kto słu (...)

39Nareszcie – ja nie jestem nieszczęśliwym – jest tylu nieszczęśliwszych ode mnie! Są ludzie sparaliżowani na ciele – ja jestem tylko na duszy. Są tacy, co umierają z głodu – a ja nie umarłem jeszcze ani razu, [z] czego wnoszę nawet, że nie przejdę do potomności, bo każdy wielki człowiek koniecznie umarł z głodu. W końcu – jak to Pani wiesz dobrze – ja nie wierzę w moją sztukę – nie wierzę w nic zgoła. Czy przypominasz Pani sobie ostatnią scenę z Lelii15, przy jej łożu – gdy kona? Ksiądz wątpiący o wierze – kobieta o cnocie i poświęceniu, lekarz o swojej sztuce, poeta o swojej. Otóż, jam wychowaniec mojego wieku, w którym wątpią o wszystkim. Tylko że inni udają, że wierzą – a ja jestem szczerym. Och! wyda się to pani dziwnym zapewne? – cóż robić. Kto chce mnie słuchać – powinien wysłuchać do końca. „Chcąc mnie sądzić, nie ze mną trzeba być – lecz we mnie”16. – Wiek 18-ty w nic nie wierzył – wiek 19-ty wątpi. I dziwnie to! – bo przecież, zwykłą koleją, ze zwątpienia przechodzi się do niewiary, – a tu się stało przeciwnie. I dziwna jest także hipokryzja tego wieku – jedni oszukują drugich. Wiek przeszły wyznawał przynajmniej otwarcie to, co płodził chorowito. Dziś mówią sobie: „tamto nas nie zbawiło – wróćmy na powrót”. Ale to tak, jakby powiedział sobie starzec: „Źle to jest, że mam podagrę i rumatyzmy, wstyd mię tego –” i poszedł tańczyć jak młodzi – a nogi słuchać go już nie chcą. Proszę Pani, gdzie tu są żywioły dla poezji? Czyliż uderzy serce, kiedy ciepła brak? „Dawajcie nam powieść! trzeba się nam bawić – lub rozgorączkowywać!”. Dla pierwszych: Dikins, Dumas, Kock i Karr, któremu przeznaczono było być raczej poetą, – dla drugich Balzak, Sand, co miał być także poetą – i im podobni17. Czymże był inszym Bajron, owo olbrzymie zaczęcie wieku 19-go, jeśli nie powieściarzem? Sand, Karr, – może równe jemu znakomitości poetyckie – poszli za nim. Tylko że pierwsi ośmielili się porzucić nawet formę, która potrzaskała się już, wierz mi pani, jak garnek zużyty. Deotyma18 – owo dziwne zjawisko, które umie rozgrzewać się tym, od czego nie ma ciepła, to dziecię swojego wieku – to poetka, jak potrzeba dzisiaj – ja jej biję czołem. Próżno zarzucają jej rozum! – jakże śmiesznym jest zarzut podobny! Czyliż dziś nie rozumujemy wszystkiego – nawet uczuć? Dziś poezja nie może być inną – tylko rozumowaną – [rz]ecz próżna! Przypatrzmy się bliżej światłom tego wieku19. Czyliż Szatobrian nie powiedział sobie najwyraźniej: „będę reformatorem wyobrażeń –” Hugo: – „ja chcę smak zreformować –” Lamartine: „będę sobie <o>to wzdychał i dumał – może też to będzie popłacało.” – Zaprawdę – duch wieku tego nosi szatę Arlekina, złożoną ze szmat pstrocizny poszszywanej bezładnie. Zmysłowość grecka (Szyller, Ugo Foscolo20), sceptycyzm mistyczny (Goete), sielankowość filozoficzna (Emerson), szyderstwo (Hejne), marzycielstwo średniowieczne bez wiary tamtych wieków (Tieck, Bürger), entuzjazm na zimno (Coleridge)21. Nie jestże to mozajka najdziwaczniejsza w świecie? A filozofia? O! ludzkość ubóstwiona – panteizm Hegla, panteizm Owena – S. Simon, Bentham, Fourier, Proudhon, socjalizm i komunizm! – jestże tam coś dla duszy? Nic. Wszystko dla ciała22. Oto pole dla Deotymy, – dla wieku Rozumu, poezja Rozumu! Wiek 18-ty burzył i wszyscy zgadzali się na jedno – dziś usiłują budować, ale powtarza się katastrofa synów Noego23, jeden drugiego nie rozumie, bo nic ich nie spaja – brak wiary! System zwala system, doktryna doktrynę, smak – smak, – jedno nie wierzy drugiemu. Czyliż tak nie jest? Jeszcze co do nas, broniliśmy się jakoś najdłużej; – szeroko o tym mówić! ale u nas jednych tych przechowała się tradycja czystego Słowa Bożego – ani [wykreślenie nieczyt.] {jednak} i to zgłuszyła z czasem cudzoziemczyzna, propagująca Królestwo tego świata, Królestwo potrzeb zmysłowych, dobrego bytu ziemskiego i prozy życia. Nie mowię tu [o] scudzoziemczeniu zwyczajów i mowy – to rzecz najmniejsza – ale o scudzoziemczeniu ducha. I czyliż nie [w] sposób proroczy powiedział w Walenrodzie ogromny nasz Adam: „Któż słucha pieśni – i kto ją rozumie?”24 [k. 2v] Na przesileniu, buchnęło jak z lampy gasnącej: Adamem, Bohdanem, Goszczyńskim, Słowackim, potem Polem i Lenartowiczem – i zgasło! – nie zapalić na nowo! Rzecz próżna – czas wyrzec się poezji! –

  • 25 Chodzi o francuskie czasopismo „Journal des Débats”, powstałe w 1789 r.

40Oto są moje pojęcia w przedmiocie dzisiejszych popę {potrzeb} umysłowych – spostrzeżenia oparte na zasadach tykalnych. Kto by się ofiarował przekonać mię przeciwnie, zrobiłby mi przysługą, większą, jeśli być m[oże] od największej: kto by mię wyleczył z tej hipokondrii ducha – mocno nawet wdzięczny mu będę – choć ludzkość {wdzięczność} nie jest bynajmniej w ludzkiej naturze. A wdzięczność moja, jako rzecz rzadka, może być więcej nawet warta od owych 100.000 franków, które z dawna ofiaruje szarlatan jakiś w „Dzienni[ku] Sporów”25 temu, komu się wrócą nagniotki przez niego wyjęte. Tylko prosiłbym się pośpieszyć, zanim z hipokondrii nie przejdę do mizantropii najzupełniejszej, gdyż wtedy byłoby już za późno. Och! [wiek] nasz dziwnie biednym jest na duchu, – jakże tu nie upaść? Czyliż nie słusznie powiedział o nim Wiktor Hugo, którego lubię po kawałku, podobnie jak pani lubisz Musseta:

  • 26 Ostatnie wersy romantycznej ballady Victora Hugo Les deux archers (1825): Ce n’est plus qu’à demi q (...)

Ce n’est plus qu’à demi qu’on se livre aux croyances –
Nul, dans notre âge aveugle et vain de ses sciences
Ne fait pliez les deux genoux!26

  • 27 Silvio Pellico (1789–1854), włoski pisarz, poeta i dramaturg, jeden z bohaterów ruchu odrodzenia Wł (...)

41I czyliż niesłusznie także mam słabość do Sylwiusza Pellico27 – jedynego {prawie} poczciwego ducha naszego wieku, który odważył się uklęknąć na oba kolana, bez rozumowania i bez hipokryzji? Och! nie {ma} wyrazu na oznaczenie szacunku, jaki ja mam dla niego. Jest to jedyna dusza, z którą ja sympatyzuję bezwarunkowo. Musieliśmy się znać kiedyś poza światem lub się poznamy kiedyś – bo go kocham jak rodzonego brata – dziwnym niewytłumaczonym pociągiem. A może też kocham go dlatego, że i on upadł tak samo jak ja. –

  • 28 Aluzja do Cypriana Norwida, którego Faleński znał z czasów szkolnych (urodzony w 1821 r. Norwid był (...)

42Ha, ha! jakżem się rozgadał bez końca! I ciągle, tylko o sobie – nie jestżem egoistą? I nie ma tak[że] granic mojemu cynizmowi, bo i jestem egoistą, i wyznaję się być nim, i nawet chlubię się z tego jak najchętniej. Nie jestżem więcej upadły od Sylwiusza? – nie jestżem więcej chory od Cypriana28? I sam także nie wiem, co mi się zrobiło, żem się tak dziwnie rozgadał. Pani wiesz – ludzie zniechęceni bywają skryci, – a ja jestem zniechęcony – dziwnie zniechęcony. Ale my się przecież znamy od dawna – tylkośmy się czas jakiś nie widzieli. Pani przyjechałaś i zastałaś mię chorym, i wkrótce przyjedziesz znowu i zastaniesz mię umarłym może – na duchu zawsze – choć się przecię zdarza umrzeć i ciałem… Na Boga, [spal] pani list ten, żeby się nie dowiedział ktośkolwiek, że był kiedyś duch nic nieznaczący, co się sza[mo]tał bezsilnie, jak Prometeusz przykuty do skały, będąc spętany w sieci – która jest może śmie[sz]ną pajęczyną tylko. Niestety! – w tej lichej pajęczynie, którą my życiem naszym nazywamy, więźnie tylko mu[cha] bezsilna i nieużyteczna. Na to, żeby się przez nią przebić, potrzeba być koniecznie pszczołą pracownicą, bą[kiem] potężnym lub chociaż jadowitą osą… Bóg się tobą opiekuj, Pani. Bądź zdrowa.

43Felicjan.

44Mój Boże, nie racz się pani obrażać, że sobie pozwalam podpisywać się tylko imieniem – jak to przystoi jedynie osobie, bardzo już poufałej. Ale jest to moje nazwisko – jako poety. W prozie nazywam się Medard[em.]

  • 29 Chodzi o obiecany przez Marię Trębicką tom poezji Musseta. Jak spekulowała w liście z 17/29 listopa (...)

45P.S. Nie odebrałem książki, którąś Pani załączyła do listu29. Podobny wypadek mógł się [tylko] mnie zdarzyć – nikomu więcej. Mój Boże! przykro mi z tego względu potrójnie. Raz – żem stracił miłą pamiątkę od Pani; po wtóre – żeś się Pani pozbyła ulubionego sobie przedmiotu [bez] żadnego cudzego pożytku; nareszcie – że mię ominęła książka, z której obiecywałem sobie ki[lka] przyjemnych wrażeń.

Góra strony

Przypisy

1 Jest to opracowanie popularnonaukowe, nie edycja krytyczna – niemniej bardzo cenna ze względu na wspomniane uszkodzenie tekstu. Powtórne odczytanie pozwoliło na uzupełnienie brakujących zaimków lub partykuł (ja, jeszcze) i poprawienie miejsc o wątpliwej lekcji (np. „Wiek 18-ty burzył i wszyscy zgadzali się na jedno – dziś usiłują budować, ale powtarza się katastrofa synów Noego, jeden drugiego nie rozumie, bo nic ich nie spaja – brak wiary!” (zob. obecna edycja) zamiast opustki zmieniającej sens: „jeden drugiego nie rozumie, bo ich nie spaja – brak Wiary!” (s. 514).
W Wyborze utworów przygotowanym przez Grzędzielską (s. 503–517) opublikowano cztery listy Faleńskiego ze zbioru korespondencji narzeczeńskiej w Z listów do Marii Trębickiej I (20 sierpnia 1854 r.), II (1 marca 1856 r.), III (19 lipca 1856 r.), IV (październik 1856 r.). Dwa fragmenty z pierwszego listu z drobnymi omyłkami (niemal cały akapit z karty 1 oraz pojedyncze zdanie z karty 2v) zostały przedrukowane przez badaczkę w artykule Cyprian, Maria i Felicjan (s. 75).

2 Zasady owe stosowano o tyle, o ile jest to możliwe przy edycji listu – dokumentu zachowanego w jednym egzemplarzu, posiadającego skromną historię tekstu.

3 una particularità da mon individa (wł., dialekt korsykański) – ‘szczególna cecha mojej osoby’.

4 Koszecki – niestety, nie udało się zidentyfikować, o kogo chodzi.

5 Wspomniane utwory pochodzą z różnych lat twórczości de Musseta (1810–1857), jednego z pierwszych francuskich romantyków, który osiągnął sławę już jako dwudziestolatek: poematy Namouna (1831), Rolla (1833), Lettre à M. de Lamartine (1836), La Nuit d'octobre (1837).

6 Chodzi o Józefa Komorowskiego, z którym Maria również korespondowała (epistoły od Józefa i jego brata Ignacego znajdują się w bloku „Listy do Marii Trębickiej, późniejszej Felicjanowej Faleńskiej”, w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie, rkps 4285). Zapewne za pośrednictwem braci Komorowskich Trębicka w lecie 1854 r. poznała Faleńskiego.

7 Pan Turno i Gothard to ojczym Marii, generał Karol Turno, i jej młodszy o dwanaście lat przyrodni brat Gotard, z którymi mieszkała w Stryhowie, wsi pod Kobryniem w guberni grodzieńskiej.

8 Ironiczna aluzja do morału Wilczka z Bajek nowych (1802) Ignacego Krasickiego, który opisuje przebudzenie drapieżnej natury wychowywanego przez ludzi wilczęcia i żałosny koniec bohatera („Najciężej zacząć, pójdzie się dalej”).

9 Tu i dalej nawiązania do przygód tytułowego bohatera powieści Miguela de Cervantesa y Saavedry Przemyślny szlachcic Don Kichot z Manczy (1605).

10 Zacytowana w całości przedostatnia zwrotka wiersza Faleńskiego Safo. Ze skały, który wszedł do jego pierwszego tomiku poetyckiego Kwiaty i kolce (1856).

11 Do tej zasady poeta stosował się, nie tylko paląc juwenilia (np. w gimnazjum po lekturze wierszy starszego kolegi: „przejęty wstydem, rzuciłem w ogień wszystko, com dotąd napisał, i z jakich lat parę anim się kusił być poetą” – Wspomnienia z mojego życia, s. 30), ale również wykupując i niszcząc znaczną część nakładu źle przyjętego przez krytykę debiutanckiego tomiku wierszy.

12 Na temat rodziny Faleńskiego biografie podają niewiele informacji. Wbrew obrazowi kreślonemu w liście, wcześnie stracił rodziców (matkę jako sześciolatek, ojca w 1839 r.), z rodziną po kądzieli nie miał bliższych kontaktów, do starszego rodzeństwa odnosił się raczej obojętnie, a krewnych ze strony ojca wspominał źle (zob. Wspomnienia z mojego życia, passim). Najbliższymi mu osobami były macocha, Tekla z Fredrów, oraz młodsza siostra Apolonia, z męża Wieniawska.

13 To raczej licencja poetycka. Poeta od młodości dość trudno nawiązywał kontakty towarzyskie, literackie kółko z czasów gimnazjalnych (do którego należeli Jan i Władysław Balińscy, Paweł Szczyt, Michał Morzkowski, Włodzimierz Wolski, Jan Nepomucen Kozerski) zostało rozbite aresztowaniami (Wspomnienia z mojego życia, passim). Krąg znajomych literatów ze środowiska warszawskiej cyganerii scharakteryzował po latach dość ostro (zob. żółciowe uwagi na temat Wolskiego, Karola Kucza czy Augusta Wilkońskiego – ibidem), do jego nielicznych bliskich przyjaciół w tym okresie należeli bracia Komorowscy (muzyk Ignacy i aktor Józef) oraz Teofil Lenartowicz (raczej jako „przyjaciel korespondencyjny”).

14 Faleński urodził się 5 czerwca 1825 r., w lecie 1854 r. zaczął zatem 29 rok życia.

15 Nawiązanie do sceny kończącej pierwszą części powieści George Sand Lélia (1833) – gdy piękna i intrygująca wolnomyślicielka Lelia zaraża się cholerą, opiekujący się nią lekarz wyraża zwątpienie w możliwości medycyny, zaś wezwany do chorej ksiądz Magnus zamiast troszczyć się o jej duszę, wyznaje jej miłość. Motyw zwątpienia w sens życia i miłości pojawia się często w rozmowach bohaterów (np. pod koniec rozdziału LXI: „Ô femme, tu n’es que mensonge! homme, tu n’es que vanité! philosophie, tu n’es que sophisme! dévotion, tu n’es que poltronnerie!” – ‘O, kobieto, jesteś tylko kłamstwem! człowieku, jesteś tylko marnością! filozofio, jesteś tylko sofistyką! oddanie, jesteś tylko tchórzostwem!’, cyt. za. G. Sand, Lélia, t. 2, Paris 1862, s. 89).

16 Przedostatni wers z wiersza Adama Mickiewicza Żeglarz (1821).

17 Faleński w jednym szeregu pisarzy „bawiących” stawia takich autorów jak Charles Dickens, Alexandre Dumas (zapewne ojciec, twórca popularnych powieści historyczno-awanturniczych), (Charles) Paul de Kock, popularny dzięki swobodnym powieściom obyczajowym, oraz znany dzięki romansom osnutym na wątkach autobiograficznych dziennikarz i krytyk (Jean Baptiste) Alphonse Karr. Przeciwstawia im „rozgorączkowujących” twórców powieści obyczajowo-społecznych: Honoré Balzaca i George Sand.

18 Ta interpretacja twórczości Deotymy (Jadwigi Łuszczewskiej), która w latach pięćdziesiątych odnosiła tryumfy w warszawskim salonie swoich rodziców jako poetka-improwizatorka, jest bliska opinii samej „wieszczki”, wyrażonej po latach na kartach pamiętnika, gdzie improwizację określała nie jako boskie natchnienie, lecz „potężną pracę”, która „wymaga kryształowej jasności umysłu”, a „improwizowanie jest właściwie przyspieszonym procesem tworzenia” (Deotyma (Jadwiga Łuszczewska), Pamiętnik 18341897, wstępem i przypisami opatrzył J.W. Gomulicki, Warszawa 1968, s. 98–99).

19 Nieco drwiąco scharakteryzowanymi „światłami wieku” mają być francuscy twórcy: René Chateaubriand, Victor Hugo, wreszcie pacyfista Alphonse de Lamartine.

20 Ugo Foscolo (1778–1827), włoski pisarz i poeta, łączący w swej twórczości nurt klasycyzmu i preromantyzmu, który w „ostatecznym pięknie” i spokoju antycznych rzeźb upatrywał remedium na szarpiące nim sprzeczności.

21 Wśród kamyków „najdziwaczniejszej mozaiki” Faleński wymienia autorów klasycyzujących, preromantycznych i romantycznych końca XVIII i pierwszej połowy XIX wieku: Schillera, Ugo Foscola, Johanna Wolfganga Goethego, ironistę Heinricha Heinego, autorów romantycznych dramatów, powieści i ballad: Johanna Ludwiga Tiecka i Gottfrieda Bürgera, amerykańskiego wyznawcę idealizmu i oratora Ralpha Waldo Emersona oraz jednego z angielskich „poetów jezior”, Samuela Taylora Coleridge’a.

22 Faleński do grona „wyznawców ciała”, skoncentrowanych na kwestiach społecznych, zalicza tak rozmaitych filozofów, jak twórca systemu dialektycznego Georg Wilhelm Friedrich Hegel, socjalista i pionier ruchu społecznego Robert Owen, prekursor pozytywizmu i utylitaryzmu Jeremy Bentham, utopijni socjaliści: Henri de Saint-Simon i Charles Fourier oraz uznawany za ojca anarchizmu Pierre-Joseph Proudhon.

23 Chodzi o budowę miasta i wieży Babel, uniemożliwioną potomkom synów Noego przez Jahwe „pomieszaniem języka całej ziemi” (Rdz 11,1–9).

24 Nieco przekształcony cytat z Konrada Wallenroda Adama Mickiewicza (pieśń IV. Uczta, właśc. „Kto słucha pieśni i kto je rozumie?”).

25 Chodzi o francuskie czasopismo „Journal des Débats”, powstałe w 1789 r.

26 Ostatnie wersy romantycznej ballady Victora Hugo Les deux archers (1825): Ce n’est plus qu’à demi qu’on se livre aux croyances. / Nul, dans notre âge aveugle et vain de ses sciences, / Ne sait plier les deux genoux! (Dwóch łuczników: „Teraz dopiero poddajemy się wierze – w połowie. / Nikt, w naszym wieku ślepym i próżnym z powodu swej nauki, / Nie wie, jak zgiąć oba kolana!”).

27 Silvio Pellico (1789–1854), włoski pisarz, poeta i dramaturg, jeden z bohaterów ruchu odrodzenia Włoch, w latach 1820–1830 więziony za przynależność do stowarzyszenia karbonariuszy, znany przede wszystkim jako autor pamiętników Le mie prigioni (przekład polski: Moje więzienia, Wilno 1837), w których m.in. opisał swoje nawrócenie religijne. Faleński w późniejszych latach przetłumaczył jego tragedię Ester z Engaddi i prawdopodobnie inspirował się Francescą da Rimini, tworząc dramat na ten sam temat (Franczeska z Rawenny, 1904).

28 Aluzja do Cypriana Norwida, którego Faleński znał z czasów szkolnych (urodzony w 1821 r. Norwid był o cztery lata od niego starszy, jednak uczęszczali razem do trzeciej i czwartej klasy Liceum Warszawskiego – zob. M. Grzędzielska, Cyprian, Maria i Felicjan, s. 73). Analizując relacje tej trójki, badaczka cytuje fragmenty obecnego listu i komentuje to zdanie: „jakoś to wszyscy wiedzą wtedy, że pan Cyprian Kamil chodzi po świecie na wariackich papierach. Składa się na to chyba plotka o jego nieszczęśliwej miłości do wielkiej damy [Marii Kalergis] i niezrozumiałej jego ucieczce do Ameryki, o przygodzie paszportowej [chodzi o stratę paszportu w Berlinie, skradzionego czy wyłudzonego przez politycznego prowokatora, co Norwid przypłacił więzieniem, chorobą i utratą opinii – A. B.] i o snobizmie połączonym z nędzą”. Podkreśla jednak, że w opinii Faleńskiego i jego adresatki szaleństwo Norwida jest naznaczone wielkością (ibidem, s. 75).

29 Chodzi o obiecany przez Marię Trębicką tom poezji Musseta. Jak spekulowała w liście z 17/29 listopada [1854 r.] (będącym odpowiedzią na pismo Faleńskiego): „leży on zapewne na poczcie […] nie wiem, czy warto ambarasu dopominania się, był zaadresowany do Pana Komorowskiego, miałam to same zdarzenie za ostatnią moją bytnością, że odebrałam dopiero za dopomnieniem się paczkę, którą od dawna komuś do Warszawy posłałam” (rkps BJ 5780, k. 10 v).

Góra strony

Jak cytować ten artykuł

Odwołanie bibliograficzne dla wydania papierowego

«Listy Marii Trębickiej i Felicjana Faleńskiego»Napis, 28 | 2022, 153-167.

Odwołania dla wydania elektronicznego

«Listy Marii Trębickiej i Felicjana Faleńskiego»Napis [Online], 28 | 2022, Dostępny online od dnia: 29 grudnia 2023, Ostatnio przedlądany w dniu 22 lipca 2026. URL: http://journals.openedition.org/napis/3698

Góra strony

Prawa autorskie

CC-BY-NC-4.0

The text only may be used under licence CC BY-NC 4.0. All other elements (illustrations, imported files) may be subject to specific use terms.

Góra strony
Search OpenEdition Search

You will be redirected to OpenEdition Search