Nawigacja – Mapa strony

Strona głównaNuméros29Fotografia: świet(l)ny portret no...

Fotografia: świet(l)ny portret nowoczesności

Photography: a perfect portrait of Modernity
Marek Pąkciński i Agnieszka Bąbel
p. 3-11

Uwagi wydawcy

DOI: 10.18318/napis.2023.1.1

Pełny tekst

1W swojej książce Wspólnota która nadchodzi włoski filozof Giorgio Agamben, zastanawiając się nad istotą i losami „bytu poszczególnego” w dziejach ludzkości, przywołuje poglądy jednego ze średniowiecznych heretyków, Amalryka z Béne

  • 1 G. Agamben, Wspólnota która nadchodzi, tłum. S. Królak, Warszawa 2008, s. 21.

Amalryk interpretował zdanie świętego Pawła, według którego „Bóg jest wszystkim we wszystkich”, jako radykalne rozwinięcie platońskiej doktryny chory. Bóg jest zatem w każdej rzeczy jako miejsce, w którym każda rzecz bytuje, a raczej jako określenie i umiejscowienie każdego bytu. Transcendensem nie jest zatem najwyższy byt umieszczony ponad wszystkimi rzeczami: czystym transcendensem jest raczej zajmowanie miejsca przez każdą rzecz1.

  • 2 Jak pisała Susan Sontag: „Ucząc nas nowego kodu wzrokowego, fotografie zmieniają i rozszerzają pojm (...)

2Można byłoby pokusić się o stwierdzenie, że herezja Amalryka powróciła po niemal sześciuset latach – w postaci fotografii i jej sposobu odwzorowania rzeczywistości. Obrazki „malowane światłem” nie są zapewne traktowane jako wizerunki „boskiego elementu” zawartego w każdej z odwzorowanych przez nie rzeczy, ale bez wątpienia porządkują naszą, ludzką rzeczywistość i kojarzone są z pięknem oraz prawdą, ideami od zarania lokowanymi bardzo blisko Dobra samego w sobie2.

3Co jeszcze bardziej znaczące, fotografia łączy nas (w swoiście pojętej współpracy) z najbardziej tajemniczym elementem świata fizycznego – światłem, którego natura od dawna fascynowała człowieka. Potwierdza to współczesna nauka: cząstki światła, fotony, należą do tak zwanych bozonów, określanych też „cząstkami promieniowania”, a wyróżniają się tym, że nie posiadają masy spoczynkowej, a jedyną prędkością, z którą mogą się poruszać, jest maksymalna dopuszczalna w fizycznym Wszechświecie prędkość światła (około 300 000 km/s)3. Należą do świata odmiennego od klasycznie pojmowanej materii (zwanej często przez fizyków „materią barionową”) – do rzeczywistości oddziaływań, które łączą tę materię w struktury, a zarazem niejako koordynują jej istnienie w czasoprzestrzeni. Swoiście liminalna pozycja światła (na granicy świata materii i ducha, jak ujmowali to filozofowie romantyczni) zawsze inspirowała myślicieli – od Platona po Schellinga i Nietzschego – do spekulacji dotyczących radykalnie „innego” świata, który miałby roztaczać się za granicą nieskończonego blasku.

4Część tego splendoru spłynęła na fotografię jako wizualizację i zapis tego, co „obiektywnie” i prawie bez żadnych przekłamań jawi się w świetle. Wiele tajemniczych więzi – jak się okazuje – łączy te kreślone przez światło obrazy z najbardziej elementarnymi wyznacznikami ludzkiej egzystencji: życiem, śmiercią, świadomością i jej brakiem, jawą i snem, empatią i amoralnym znieczuleniem. Jak pisał Roland Barthes:

  • 4 R. Barthes, Światło obrazu. Uwagi o fotografii, tłum. J. Trznadel, Warszawa 2008, s. 40.

Na […] ponurej pustyni nagle pojawia się przede mną zdjęcie: ożywia mnie, a ja też użyczam mu życia. Bo tak muszę nazwać siłę przyciągania, która sprawia, że zdjęcie istnieje: ożywianie. Zdjęcie samo w sobie nie jest ożywione […], ale mnie ożywia: tak właśnie oddziałuje każda przygoda4.

  • 5 Jak pisał Pindar o Apollinie: „cieniem snu jest człowiek, niczym więcej. Ale kiedy jasność nadchodz (...)

5Fotografia jest niczym światło, które samo w sobie trudno nazwać „żywym” (może jednak w pewnym sensie wykraczać poza dualizm życia i śmierci/martwoty…), a zarazem umożliwia ono życie wszystkim istotom zamieszkującym Ziemię. Jednocześnie ambiwalencja światła – odzwierciedlona choćby w dwoistych atrybutach greckiego boga Apollina, niosącego lirę i śmiercionośny łuk5 – odbija się, niczym kształt na matrycy lub kliszy, na emocjach i skojarzeniach, które wywołuje fotografia. Ten sam Roland Barthes stwierdza bowiem:

  • 6 R. Barthes, Światło obrazu…, s. 59–60.

jeśli zdjęcie zdaje mi się bliższe Teatru [niż kina – M. P.], to ze względu na szczególnego pośrednika […]: Śmierć. Znamy pierwotny związek teatru i kultu Zmarłych: pierwsi aktorzy odróżniali się od zbiorowości, grając role Zmarłych. […] I ten sam związek odnajduję w Zdjęciu. Zdjęcie, tak podobne, że usiłuje się je ożywić […], jest jak teatr pierwotny, jak Żywy Obraz, uosobieniem nieruchomej i pomalowanej twarzy, pod jaką kryją się dla nas umarli6.

  • 7 Jak stwierdzał Barthes: „Fotografia przekształca podmiot w przedmiot, a nawet, można powiedzieć, w (...)
  • 8 Zob. np. M. Litwinowicz-Droździel, Wiek ekspozycji. Kilka słów o praktyce dziewiętnastowiecznych wy (...)
  • 9 Susan Sontag pisała: „Fotograf zawsze próbuje kolonizować nowe przeżycia albo odnajdować nowe sposo (...)
  • 10 „Fotografia – odnotowuje Sontag – staje się rytuałem życia rodzinnego właśnie wówczas, gdy w uprzem (...)
  • 11 Jako taka wpisuje się ona zatem w ideał powszechnej dostępności dóbr luksusowych (osiąganej stopnio (...)

6W istocie, niejednoznaczność fotografii, wyłanianie się jakby czarnego tła spod lśniącej warstwy dobrodziejstw, które niesie ze sobą ten wynalazek, narasta wraz z dojrzewaniem epoki nowoczesności (której jednym ze sztandarowych osiągnięć była technika fotograficzna) i jej stopniowym przechodzeniem w ponowoczesność. Można przytoczyć szkicowy katalog problemów i cech, które łączą fotografię z nowoczesnością: wzmacnianie opozycji „podmiot – przedmiot”7, definiowanie istnienia jako „jawienia się w świetle” świadomości jasnej i wyraźnej, współudział w charakterystycznej dla tej epoki praktyce eksponowania okazów8, prezentowanie zagadnień społecznych, estetycznych, psychologicznych czy filozoficznych w skrótowej postaci optycznych „znaków”, stworzenie swego rodzaju pharmakonu na typową, nowoczesną przypadłość – nudę9, a nade wszystko sytuowanie się w ramach nowoczesnej logiki substytucji dawnej hierarchii eschatologicznej czy też tradycyjnych wartości (czego znakomity przykład podaje Susan Sontag, pisząc o tym, że w miarę rozpadu tradycyjnej, wielopokoleniowej rodziny narastała praktyka tworzenia i wspólnego oglądania rodzinnych albumów ze zdjęciami10). Fotografia jest jak zdemokratyzowane do granic możliwości malarstwo, okazuje się znacznie tańsza i powszechniejsza od swego poprzednika11, a nawet stanowić może zastąpienie transcendencji, niczym technicznie zrekonstruowane „oko Opatrzności” (podobnie jak internet staje się być może zsekularyzowanym substytutem teologicznego pojęcia „współobecności w Duchu Świętym”).

7Jak wszystko, co wpisuje się w logikę „od-bóstwienia” czy odczarowania, technika fotograficzna prześladowana jest przez swój cień w postaci czysto formalnego charakteru tak zrealizowanej rekonstrukcji. To, co przewidzieli starożytni Grecy w symbolice Apollińskich atrybutów, powtarza się w fenomenie amoralnego wykorzystania ściągniętej przez nas na Ziemię „boskiej mocy” światła, o której pochodzeniu zapomnieliśmy: fotografia może zabijać. Zapewne niektórym z Czytelników przyjdzie w tym miejscu do głowy skojarzenie do tego stopnia medialne, że stało się jednym z nowoczesnych mitów: śmierć księżnej Diany i współudział w niej natarczywych paparazzich. Jednak fotografia (upowszechniona już do granic możliwości – podobnie jak sztuka filmowa – przez obecność obiektywów i kamer w smartfonach) zabija raczej w sposób zarezerwowany dla boskich własności Febusa: delikatnie i niemal bez żadnej fizycznej ingerencji w ofiarę – bardziej poprzez zaniechanie działania, niż aktywny współudział. Dotyczący tego fragment rozważań Sontag jest na tyle ważny, że wart przytoczenia w całości:

  • 12 S. Sontag, O fotografii, s. 39.

Sztuka zmieniała moralność […], zdolność do strawienia rosnącej groteskowości obrazów (nieruchomych i poruszających się) i druków została osiągnięta za wysoką cenę. Na dłuższą metę nie oznacza wyzwolenia, ale uszczerbek dla osobowości: pseudooswojenie z koszmarem potęguje alienację, zmniejsza naszą zdolność do reagowania w normalnym życiu. […] Zdjęcia te zmuszają do uznania postaw współczujących – za nieodpowiednie. Nie o to chodzi, by się denerwować, ale o to, by spokojnie stawać twarzą w twarz z koszmarem12.

  • 13 Sontag formułuje prostą zależność: „Osoba interweniująca w czasie wydarzenia nie może go rejestrowa (...)

8Domyślamy się oczywiście, że stąd już jedynie krok do skandalicznych zachowań niektórych fotoreporterów (nie tylko profesjonalnych, ale też „samozwańczych”, ze smartfonami w dłoniach), którzy w sytuacji krytycznej zamiast udzielać pomocy ofiarom zdarzeń, fotografują lub filmują ich cierpienie i agonię13.

9Byłaby zatem fotografia wspólniczką nihilizmu, tego „dziwnego gościa” (Friedrich Nietzsche) w kulturze Zachodu XIX wieku?14 Symptomatycznym dowodem rzeczowym zasadności tego podejrzenia – choć jakikolwiek sąd powinien potraktować go z przymrużeniem oka – mogłoby być „fotograficzne wydarzenie roku”, odnotowane jakiś czas temu. Otóż 10 kwietnia 2019 roku na konferencjach prasowych w Brukseli, Santiago, Szanghaju, Tokio, Tajpej i Waszyngtonie zaprezentowano pierwsze w historii zdjęcie tak zwanej czarnej dziury, obiektu astronomicznego przewidzianego przez teorię względności, w którego realność sam Einstein jednak wątpił. Używając potocznych sformułowań, stwierdzić można, że obiekty tego typu są jakby „pustką do n-tej potęgi” – to fragmenty kosmicznej czasoprzestrzeni (będącej z ludzkiego punktu widzenia właściwie doskonałą pustką!), które „zapadły się w sobie” pod wpływem siły grawitacji znajdujących się tam, supermasywnych obiektów. Fotografia czarnej dziury o masie 6,5 miliarda razy większej od masy Słońca, znajdującej się w centrum galaktyki Messier 87 (50 milionów lat świetlnych od Ziemi), przedstawia niewinnie wyglądającą, a nawet budzącą pozytywne estetyczne skojarzenia, żółto-złotą „obrączkę” rozpalonych do milionów stopni gazów15, które otaczają ów wchłaniający wszelkie fizyczne obiekty – i unicestwiający je – „wir” aktywnej nicości16.

  • 17 Sformułowania Susan Sontag, O fotografii, s. 21.

10Czyżbyśmy zatem dysponowali każdorazowo takim (i tylko takim) obrazem rzeczywistości, na jaki – w sensie moralnym i ontologicznym – zasłużyliśmy, a fotografia stanowiła nie tyle (lub nie tylko) obiektywny zapis fizycznych zdarzeń, ile była swoistym „osądem” stanu naszej świadomości? Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie – której być może nigdy nie poznamy – trzeba skonstatować, że tę technikę odwzorowywania rzeczywistości łączy z ludzką świadomością i naszym sposobem postrzegania tak wiele, że analizowanie tej relacji przypomina Münchhausenowską próbę podniesienia siebie samego za włosy. Fotografia od czasów swego powstania fascynuje – potrafi też „paraliżować” lub „znieczulać”17 – a także od dwustu lat niestrudzenie sekunduje społeczeństwu suwerennych jednostek, pozornie odseparowanych monad, które mogą jednak komunikować się ze sobą na różne sposoby. „Uświęcając” byt indywidualny obecny w swoistym dla niego kontekście – jak czynił to niegdyś heretyk Amalryk z Béne – fotografia prowokuje nasze refleksje i wpływa na ludzką mentalność, a jej artystyczne „ostrze” (zwane przez Barthes’a punctum) nakłuwa naszą świadomość, powodując zmiany mentalne niczym kręgi na wodzie rozchodzące się wokół miejsca upadku kamienia.

*

  • 18 Wszechstronny, popularnonaukowy charakter tego kompendium (które może okazać się interesujące dla n (...)
  • 19 E.A. Poe, Portret owalny, w: idem, Opowieści nadzwyczajne, t. 2, tłum. B. Leśmian, Warszawa [1913], (...)
  • 20 O wielkiej popularności oraz uniwersalności tej praktyki może świadczyć np. liczba fotografii zacho (...)

11Obecny numer „Napisu” poświęcony fotografii, mimo niewielkiej objętości, daje wyobrażenie o złożoności tematu. Sztuka „pisana światłem” już od momentu swych narodzin budziła liczne wątpliwości i zadziwiająco mroczne skojarzenia: z przemijaniem, pamięcią, śmiercią, zawłaszczeniem, utratą kontroli nad własnym wizerunkiem. Uzyskiwany mechanicznie obraz miał być doskonale prawdziwym odzwierciedleniem świata, co wywoływało ambiwalentne uczucia. Z jednej strony odmawiano więc nowej dziedzinie statusu gałęzi sztuki (o czym wspomina Izabela Maciusowicz w systematyzującym kompendium Krótka historia „rysowania światłem”. Ewolucja roli fotografii i jej pozycja wobec nowych technologii)18. Z drugiej zaś – przestrzegając przed zuchwałym sięganiem po boskie atrybuty, wyrażano pradawny, skrywany lęk, aby kopia zbyt doskonała nie zastąpiła oryginału. Gdy obdarzony niezwykłym talentem malarz, bohater Portretu owalnego Edgara Allana Poego, opętany twórczym szałem, uwieczniał na płótnie swoją wybrankę, doprowadził do jej nieuchronnej śmierci, bowiem: „nie chciał dostrzec tego, że barwy, które gromadził na płótnie, były odjęte obliczu tej, co przed nim siedziała”19. Najkrótsza z opowieści niesamowitych Poego, powstała w 1824 roku jako Life in Death, zyskała ostateczną postać i tytuł dopiero w 1845 roku, kiedy po obu stronach oceanu szturmem zaczęły zdobywać klientelę zakłady produkujące dagerotypy. Fotografie, zwłaszcza portretowe, bardzo szybko stały się istotnym elementem praktyk kulturowych w społeczeństwach Zachodu: tworzyły substytut bliskości drugiej osoby, umożliwiały zadzierzgnięcie emocjonalnej więzi między oddalonymi korespondentami20 czy podtrzymanie pamięci o zmarłych członkach rodziny, ale również mogły stać się narzędziem symbolicznej przemocy, ułatwiając identyfikację tożsamości lub stając się cennym, złowrogim łupem, jak zbiór prywatnych, skonfiskowanych zdjęć zgromadzony w Albumie policmajstra warszawskiego, należący do barona Płatona Aleksandrowicza Fredericksa, naczelnika Warszawskiego Okręgu Żandarmerii. Jak pisze Jolanta Sikorska-Kulesza w słowie wstępnym do opracowania tego zadziwiającego artefaktu:

  • 21 J. Sikorska-Kulesza, „Pamiątka buntu 1860–1865” i fotografia doby powstania styczniowego, w: Pamiąt (...)

Album nie był zwykłą pamiątką dokumentującą „bunt” polskiego społeczeństwa w latach 1860–1865. To bardziej trofeum – pomnik zwycięstwa nad polskim ruchem wolnościowym, którego zduszenie zajęło Rosji pięć lat, przywracając rosyjskie panowanie nad polskimi ziemiami na kolejne pół wieku. […] Pamiątka buntu, wypełniona setkami zdjęć ofiar, stanowiła więc swoiste trofeum myśliwego21.

12Uwiecznienie wizerunku, nie tylko człowieka, ale również terytorium (także pozaziemskiego), zawiera w sobie nieodłączny element podboju, ustanawia podział ról między podmiotem a przedmiotem relacji, o czym przypomina Marek Pąkciński w artykule Rekonesans, oswojenie, inkorporacja – astronomiczna narracja popularnonaukowa przełomu XIX i XX wieku a ludzka świadomość poznająca Kosmos i odzwierciedlenie jej pozycji w fotografii, która odgrywa tu rolę nie do końca godnego zaufania „świetlnego pośrednika” pomiędzy ludzkim okiem a ogromem Wszechświata, znacząco wpływając na Galileuszowo-Kartezjańską koncepcję obiektywnego poznania. Manipulacyjna funkcja fotografii staje się widoczna zwłaszcza w jej wymiarze społecznym, czego dowodzą rozważania Anny Zięby i Daniela Dzienisiewicza poświęcone synkretycznemu, tekstowo-wizualnemu przekazowi zawartemu w polskich widokówkach z okresu PRL-u, który współtworzył atrakcyjny obraz kraju i odgórnie akceptowany model wypoczynku tamtej epoki. Symboliczne znaczenie zdjęcia jako „lustra pamięci”, wzmocnione i wzbogacone przez jego użycie w innych mediach, analizuje Ewa Szkudlarek w artykule Portrety fotograficzne w filmie polskim: pamiątka, ślad, rekwizyt. Autorka zwraca uwagę na „podwojenie rzeczywistości”, a zarazem poziomów komunikacji, które umożliwia ten zabieg (między postaciami fikcyjnymi w świecie przedstawionym oraz między bohaterami filmu a odbiorcami). Związki fotografii z opowieścią, którą zdjęcie inspiruje, uzupełnia, wzbogaca, choć nie powinno jej zastępować, jeśli nie ma utracić swego potencjału dokumentacyjnego, są rozmaicie poruszane w trzech następnych tekstach. Wizualna warstwa reportaży Melchiora Wańkowicza, pisarza, który deklarował się jako „zwolennik syntezy tekstu i obrazu”, stanowi szczególne wyzwanie dla jego badaczy i wydawców, czemu przygląda się Joanna Hałaczkiewicz w artykule Melchior Wańkowicz i fotografia – uwagi edytorskie. Narracyjny potencjał styku literatury i fotografii (która, choć „nie jest medium epiki”, nakłada na odbiorcę zadanie stworzenia spójnej opowieści) bada Marcin Pliszka, przedstawiając możliwe interpretacje eksperymentalnego utworu Dzień na ziemi… Michała Pawła Markowskiego, który łączy prozę powieściową, esej o podróży i cykl zdjęć. Wreszcie Beata Garlej sięga do osobistego doświadczenia odbioru wystawy opatrzonych literackimi cytatami prac fotograficznych Laury Makabresku (Kamili Kansy) Komnata wewnętrzna, zorganizowanej w Galerii Współczesnej Sztuki Sakralnej w Muzeum Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Te relacje autorka analizuje na trzech poziomach semantycznych w odniesieniu do myśli filozofa Viléma Flussera. Dopiero dialog obrazu i słowa umożliwia symboliczne ukazanie mistycznej drogi w głąb ludzkiej duszy, takie „wyrażenie niewyrażalnego”, które byłoby niemożliwe przy użyciu tylko jednego z tych elementów.

13Pozostałe teksty, zgromadzone przede wszystkim w dziale Varia, krążą wokół tematów cenzury, totalitaryzmu i wojny: Wiktor Gardocki pisze o kontrolowaniu tekstów literackich dotyczących drugiej wojny światowej, okupacji i Zagłady w latach 1966–1970; Klara Deszczyńska przedstawia literackie reinkarnacje wodza czerwonej rewolucji (przede wszystkim na przykładzie powieści Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego Lenin); Liudmyla Harmash ukazuje obraz doświadczenia wojny we współczesnych piosenkach ukraińskich; zaś Katarzyna Nadana-Sokołowska, autorka recenzji nagradzanej edycji Kronik wojennych 1939–1944 Aurelii Wyleżyńskiej, rysuje przejmujący portret diarystki w tekście pod wymownym tytułem Flâneurka schodzi do piekła.

  • 22 Tę fascynację widzimy w reklamie, mediach społecznościowych, niezliczonych wystawach o tematyce his (...)

14Zebrane w najnowszym, dwudziestym dziewiątym już numerze „Napisu” artykuły krążą w zaklętym kręgu pytań stawianych sztuce fotograficznej przez niemal dwa wieki. Fotografia była i jest dziedziną paradoksów, zawieszoną między nauką a sztuką, z czego wynika jej szczególne traktowanie: stawianie w opozycji jako dokumentu i dzieła sztuki, przeciwstawianie obiektywizmu i emocji, odtwarzania i kreowania rzeczywistości, dowodu i symbolu (choć „wartość dowodowa” zdjęcia też bywa podważana, kiedyś z uwagi na niedoskonałość narzędzia, dziś – właśnie ze względu na jego cyfrową perfekcję, umożliwiającą intencjonalne oszustwo). Zdjęcie utrwala moment, odzwierciedla „czas zamrożony” – szczególnie nadaje się więc do ukazywania zestawień przeszłości i przyszłości, efektownych kadrów „przed” i „po”, rejestrowania upływu czasu mierzonego przemianami przestrzeni, prowokowania filozoficznych rozważań nad naturą pamięci i istotą poznania22. Obraz wart więcej niż tysiąc słów równocześnie okazuje się niewiarygodnie plennym ziarnem, z którego owe słowa wyrastają. Pisane światłem. Fotografia – tekst i kontekst jest również tego przykładem.

Góra strony

Przypisy

1 G. Agamben, Wspólnota która nadchodzi, tłum. S. Królak, Warszawa 2008, s. 21.

2 Jak pisała Susan Sontag: „Ucząc nas nowego kodu wzrokowego, fotografie zmieniają i rozszerzają pojmowanie tego, co zasługuje na oglądanie, i tego, co mamy prawo zauważyć. Stanowią gramatykę i – co jeszcze ważniejsze – etykę widzenia. Wreszcie, najbardziej pompatycznym wynikiem fotograficznego przedsięwzięcia jest poczucie, iż jesteśmy w stanie cały świat zmieścić w głowie jako antologię obrazków” (eadem, O fotografii, tłum. S. Magala, Kraków 2017, s. 3).

3 Jak stwierdzają autorzy strony http://hep.fuw.edu.pl/II_Pracownia/P3/HTML/index/22%20czastki.htm: „Foton γ jest trwałą bezmasową cząstką o nieskończonym zasięgu, która bierze udział jedynie w oddziaływaniach elektromagnetycznych. Bozony W+, W-, Z0, posiadające dużą masę (mw = 82, mz = 92) są nośnikami oddziaływań słabych działających na bardzo małych odległościach. Gluony g przenoszą oddziaływania silne, których zasięg jest rzędu 10-15 m. Zapewniają wiązanie kwarków w hadrony (bariony i mezony), dzięki czemu istnieje stabilne jądro atomowe. Gluony mają masę równą zeru […]” (stan z 1 grudnia 2023 r.).

4 R. Barthes, Światło obrazu. Uwagi o fotografii, tłum. J. Trznadel, Warszawa 2008, s. 40.

5 Jak pisał Pindar o Apollinie: „cieniem snu jest człowiek, niczym więcej. Ale kiedy jasność nadchodzi i bóg ją daje, lśnienie światła spoczywa na człowieku i życie jest słodkie”. Równocześnie jednak Walter Otto konstatuje: „jako bóstwo azjatyckie Homer umieścił go [Apolla – M. P.] całkowicie po stronie Trojan oraz […] z charakteru pierwotnie, co jest ciągle oczywiste na początku Iliady, był straszliwym zadającym śmierć bogiem”. Cyt. za: http://pantheion.pl/Walter-Friedrich-Otto-Bostwa-olimpijskie-Apollo (stan z 1grudnia 2023 r.).

6 R. Barthes, Światło obrazu…, s. 59–60.

7 Jak stwierdzał Barthes: „Fotografia przekształca podmiot w przedmiot, a nawet, można powiedzieć, w przedmiot muzealny: aby stworzyć pierwsze portrety (około 1840 roku), trzeba było poddać podmiot długiemu pozowaniu w przeszklonym atelier przy pełnym słońcu” (ibidem, s. 28).

8 Zob. np. M. Litwinowicz-Droździel, Wiek ekspozycji. Kilka słów o praktyce dziewiętnastowiecznych wystaw, „Napis” 2014, nr 20, s. 154–164.

9 Susan Sontag pisała: „Fotograf zawsze próbuje kolonizować nowe przeżycia albo odnajdować nowe sposoby patrzenia na znane przedmioty i tematy – zawsze walczy z nudą. Nuda jest bowiem odwrotną stroną fascynacji […]” (eadem, O fotografii, s. 40).

10 „Fotografia – odnotowuje Sontag – staje się rytuałem życia rodzinnego właśnie wówczas, gdy w uprzemysłowionych krajach Europy i Ameryki sama instytucja rodziny przechodzi radykalne przeobrażenia. W miarę jak ta klaustrofobiczna jednostka, rodzina nuklearna, wyłania się ze znacznie szerszych grup pokrewieństwa, fotografia pojawiała się, by upamiętnić i metaforycznie przywracać zagrożoną ciągłość życia rodzinnego” (ibidem, s. 10).

11 Jako taka wpisuje się ona zatem w ideał powszechnej dostępności dóbr luksusowych (osiąganej stopniowo dzięki technice), któremu hołdowała nowoczesność.

12 S. Sontag, O fotografii, s. 39.

13 Sontag formułuje prostą zależność: „Osoba interweniująca w czasie wydarzenia nie może go rejestrować, osoba rejestrująca nie może interweniować” (ibidem, s. 13). W ten sposób osoby postronne (rejestrujący zdarzenie świadkowie) bezprawnie korzystają ze zwyczajowego „immunitetu bezczynności”, przysługującego fotoreporterom.

14 Swoisty komentarz do tego pytania padł z ust Martina Heideggera w jego znanym wywiadzie, udzielonym tygodnikowi „Der Spiegel”: „Nie wiem, czy panowie byli przerażeni, oglądając zdjęcia Ziemi wykonane z Księżyca. Ja przynajmniej byłem przerażony. Nie potrzeba wcale bomby atomowej, wykorzenienie ludzkości stało się już faktem. Nasze wzajemne stosunki są czysto techniczne. Ziemia, na której żyjemy, nie jest już Ziemią” (M. Heidegger, R. Augstein, G. Wolff, Tylko Bóg mógłby nas uratować. Wywiad udzielony przez Martina Heideggera tygodnikowi „Der Spiegel” 23 września 1966 r., tłum. M. Łukasiewicz, „Teksty” 1977, nr 3 (33), s. 153).

15 Szacunkowa temperatura tych gazów może wynosić ok. 10 milionów stopni Celsjusza. Zob. https://www.rp.pl/kosmos/art9320971-aureola-wokol-czarnej-dziury-w-centrum-drogi-mlecznej (stan z 2 grudnia 2023 r.).

16 Zob. https://space24.pl/nauka-i-edukacja/historyczna-pierwsza-fotografia-czarnej-dziury (stan z 2 grudnia 2023 r.).

17 Sformułowania Susan Sontag, O fotografii, s. 21.

18 Wszechstronny, popularnonaukowy charakter tego kompendium (które może okazać się interesujące dla nieobeznanych z techniką i historią fotografii humanistów) spowodował, że specjalnie na użytek tego numeru „Napisu” zamieszczamy je zamiast posłowia po pracach studentów z Pracowni Obrazowania dla Mediów na Wydziale Sztuki Mediów warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, które są artystycznym nawiązaniem do tematu przewodniego zeszytu.

19 E.A. Poe, Portret owalny, w: idem, Opowieści nadzwyczajne, t. 2, tłum. B. Leśmian, Warszawa [1913], s. 61.

20 O wielkiej popularności oraz uniwersalności tej praktyki może świadczyć np. liczba fotografii zachowanych w Archiwum Elizy Orzeszkowej przy Instytucie Badań Literackich PAN w Warszawie (sygnatura 786). Zbiory te liczą ponad 200 zdjęć korespondentów pisarki (zarówno bliskich przyjaciół, jak i przelotnych znajomych), których przeważająca większość (174 sztuki) to pozowane cartes de visite w standardowych wymiarach 9 × 6 cm, naklejone na firmowych kartonikach najróżniejszych zakładów fotograficznych od Paryża po Odessę.

21 J. Sikorska-Kulesza, „Pamiątka buntu 1860–1865” i fotografia doby powstania styczniowego, w: Pamiątka buntu 1860–1865 [lub: Album policmajstra warszawskiego], oprac. J. Sikorska-Kulesza przy współudziale J. Burdowicza-Nowickiego, Warszawa 2018, s. XIII.

22 Tę fascynację widzimy w reklamie, mediach społecznościowych, niezliczonych wystawach o tematyce historycznej czy kampaniach społecznych, które apelują o gromadzenie i identyfikowanie fotografii (np. obecnie tworzona fototeka Pałacu Saskiego – https://palacsaski.pl/fototeka, stan z 12 grudnia 2023 r.).

Góra strony

Jak cytować ten artykuł

Odwołanie bibliograficzne dla wydania papierowego

Marek Pąkciński i Agnieszka Bąbel, «Fotografia: świet(l)ny portret nowoczesności»Napis, 29 | 2023, 3-11.

Odwołania dla wydania elektronicznego

Marek Pąkciński i Agnieszka Bąbel, «Fotografia: świet(l)ny portret nowoczesności»Napis [Online], 29 | 2023, Dostępny online od dnia: 15 mars 2024, Ostatnio przedlądany w dniu 12 septembre 2026. URL: http://journals.openedition.org/napis/3805

Góra strony

O autorach

Marek Pąkciński

ORCID: 0000-0001-9033-5899
(Instytut Badań Literackich PAN, Warszawa)

Tego samego autora

Agnieszka Bąbel

ORCID: 0000-0002-1821-9399
(Instytut Badań Literackich PAN, Warszawa)

Tego samego autora

Góra strony

Prawa autorskie

CC-BY-NC-4.0

The text only may be used under licence CC BY-NC 4.0. All other elements (illustrations, imported files) may be subject to specific use terms.

Góra strony
Search OpenEdition Search

You will be redirected to OpenEdition Search