- 1 Artykuł jest wersją referatu pod tym samym tytułem, wygłoszonego na konferencji Naborowski. Poeta – (...)
1Wiek XVII można określić wiekiem maszyn. Kręci się wielka machina mundi, na wieżach bije coraz więcej zegarów, z których wyłaniają się ożywione inżynierską sztuką ruchome figury. W zamożnych domach – ba, nawet w kieszeniach – cykają zegarki, małe kosmosy zębatych kół, drucików i sprężyn. W ogrodach królują urządzenia hydrauliczne – organy, fontanny, sztuczni ludzie i zwierzęta, a wszystko to poruszane siłą wody. Głośno śpiewają mechaniczne ptaki.
2W gabinetach osobliwości ważne miejsce zajmują różne przemyślne mechanizmy. W teatrach czysto umowne dekoracje zastępuje skomplikowana machina, umożliwiająca iluzjonistyczne efekty.
3W piątej pieśni arcypoematu Marina Wenera i Adon odwiedzają teatr. A tam – cuda. W jednej chwili piękna łąka zmienia się w las, a potem w arenę straszliwej naumachii – burzliwe morze, po którym pływają skrzydlate, zionące ogniem okręty:
- 2 G. Marino/Anonim, Adon, t. 1, wyd. L. Marinelli, K. Mrowcewicz, Roma–Warszawa 1993, s. 210.
widać tam morze, czyli krzyształowe,
nie wiem, czy srebrne, czyli szafirowe […]
Maszty skrzydlate żagle rozwijały,
w niestałym polu ze dwóch stron bieżały,
z wielkim się krzykiem armaty zbijały
i z wielkim trzaskiem wojnę zaczynały2.
4A wszystko to za sprawą ukrytej maszynerii, na poły boskiej i magicznej, na poły ludzkiej, dzięki urządzeniom, które pozwalają bezszelestnie i błyskawicznie zmieniać dekoracje:
tak, że ilekroć nowotne widzenie
zechce pod cudze wystawić widzenie,
ukaże postać miejsca odmienioną
we mgnieniu oka maszyną przestroną,
co w dętej śrubie z lekka się kieruje,
a nikt żadnego zgiełku nie poczuje
i jest w obrocie misterstwa takiego,
że oko widząc nie postrzeże tego.
Dzierżą machinę rozliczne podpory,
biegłe, stojące, tragarze, zapory,
drzewa mosiądzem potężnym obite.
mocne łańcuchy i żelaza lite…3
5Za boskim teatrem bogini miłości ukrywa się więc sztuka inżynierska, a jego piękno to po prostu pulchritudo ex machina. Widzowie nie pamiętają o tym skomplikowanym świecie kół, lin, gwoździ i podpór, dając się ponieść wszechogarniającej iluzji – więcej nawet – iluzja przysłania im rzeczywistość, bo „rzeczy prawdziwej zmyślona zrównała”4.
6Czy zresztą ci, którzy podziwiają niezwykłe machiny, sami nie są tylko obdarzonymi duszą automatami? Pisze Kartezjusz:
- 5 R. Descartes, Człowiek. Opis ciała ludzkiego, tłum. A. Bednarczyk, Warszawa 1989, s. 3.
Przyjmuję, iż ciało jest zaledwie posągiem bądź maszyną, którą Bóg umyślnie w taki sposób ukształtował […], by maszyna ta mogła chodzić, jeść, oddychać […]. Zdarza się nam widzieć zegary, fontanny, młyny i inne podobne maszyny, które – zbudowane zaledwie przez ludzi – nie są pozbawione zdolności samoistnego poruszania się w najrozmaitszy sposób5.
- 6 Kircher opisał tę maszynę w traktacie Musurgia universalis (1650).
7A czy możliwa jest sztuka z maszyny? Jak najbardziej. Genialny, choć ekscentryczny i szalony, jezuita Athanasius Kircher wymyśla urządzenie, dzięki któremu nawet ludzie kompletnie niemuzykalni mogą tworzyć muzykę (Arca musarithmica)6, a ogromny traktat Emanuele’a Tesaura Il Cannocchiale Aristotelico można uznać – jak to zrobił Umberto Eco – za opartą na Arystotelesowskich kategoriach (substancja, ilość, jakość, relacja, działanie, doznawanie, położenie, czas, miejsce, wygląd) maszynę do produkcji konceptów i metafor.
- 7 U. Eco, Wyspa dnia poprzedniego, tłum. A. Szymanowski, Warszawa 1995, s. 75–76.
Ojciec Emanuel powiedział, że właśnie gotował się do zaprezentowania swoim gościom Maszyny Arystotelesowskiej. Poprowadził towarzystwo do izby, gdzie znajdował się najdziwniejszy sprzęt, jaki można sobie wyobrazić […]. Składał się z komody czy skrzyni z rozmieszczonymi w szachownicę osiemdziesięcioma i jedną szufladkami…7
8Malarze coraz śmielej sięgają po udoskonaloną przez użycie soczewek camera obscura.
- 8 J.R.R. Tolkien, Władca pierścieni, t. 1, tłum. M. Skibniewska, Warszawa 1981, s. 343.
9Co prawda burzenie iluzji może być nie tylko nierozsądne, ale też niebezpieczne (pamiętam przestrogę Tolkiena: „kto psuje jakąś rzecz, żeby lepiej zbadać jej istotę, ten zbacza ze ścieżek mądrości”8), jednak bona fide, spróbuję zajrzeć w poetycki warsztat Daniela Naborowskiego. Jaka machina ukrywa się za tą poezją? Posłużę się przy tym jak Tesauro – przynajmniej powierzchownie – kategoriami Filozofa.
10Przez substancję i ilość rozumiem korpus wierszy, który będzie przedmiotem moich rozważań.
11Twórczość poetycka Daniela Naborowskiego to rysunek o rozmazanych brzegach. Środek zdaje się wyraźny, czytelny i pewny. Na skrajach wszystko się zaciera. Edycja Jana Dürra-Durskiego sprzed ponad pięćdziesięciu lat to dziś jedynie wątpliwej jakości zabytek. Badając tę poezję, trzeba więc zarazem podjąć decyzję, jakie teksty uznamy za autentyczne, które wyszły spod pióra poety, a które tylko mu przypisano – czasem zdecydowanie zbyt pochopnie.
- 9 Nie miejsce tu na przedstawienie wszystkich kryteriów wyboru. Podstawą muszą zostać Wirydarz poetyc (...)
12Po dłuższym zastanowieniu postanowiłem skupić się na około dziewięćdziesięciu wierszach9. Będą to głównie utwory z Wirydarza poetyckiego (choć też nie wszystkie), zachowane w autografach listy poetyckie, kilka panegiryków, epigramatów i wierszy epitafijnych. Z różnych względów – o czym będzie jeszcze mowa – zrezygnowałem z obszernych tłumaczeń z Petrarki i Du Bartasa.
13Przez jakość rozumiem konstrukcję poszczególnych utworów, ich rozmiar wersyfikacyjny i przede wszystkim ich opracowanie retoryczne.
14W twórczości Naborowskiego obserwujemy absolutną dominację trzynastozgłoskowca. Bardzo rzadko pojawia się jedenastozgłoskowiec (w tym dwa razy w strofie safickiej), częściej ośmiozgłoskowiec (mniej więcej w dziesięciu procentach badanych utworów). Jako pięciozgłoskowce można potraktować przekład Descriptio gentium. Osobnym przypadkiem jest skomplikowany, madrygałowy układ translacji Pieśni Lobwassera, imitujący wersyfikacyjnie oryginał (odcinki ośmio-, siedmio- i czterozgłoskowe).
15Wiersze Naborowskiego nie wyróżniają się więc pod tym względem różnorodnością. Przeważają utwory stychiczne. Stroficznych jest niewiele.
- 10 Wyjątkiem zdaje się rym w Darze Bellony: i ta – przyzwoita.
16Rymy Naborowskiego są, mówiąc łagodnie, niewyszukane. Mamy co prawda trochę rymów egzotycznych, przede wszystkim wynikających z klasycznej erudycji poety, często zresztą w gruncie rzeczy zbanalizowanych (Euroty – złoty; Filidzie – idzie; Izydzie – bydzie; snopy – Kalijopy; akwilony – tryjony; rymy – lachrymy etc.), oraz konceptycznych zabaw dziwnymi imionami i nazwami (Droga z Litwy do Prus) lub medyczno-alchemiczną terminologią (pannę – medyjannę; esencyja – alchimija). Zdarzają się rymy składane o charakterze wyraźnie ludycznym (na udry – pludry; prosię – dbał o się etc.)10, podobnie jak rymy z transakcentacją (cyrulikowe to – zdechnie to; bestyja – i ja). Jednak zdecydowanie dominują (i powtarzają się) rymy dokładne, z wielką przewagą gramatycznych. Na przykład w kunsztownej pochwale oczu królewny angielskiej na dziesięć par rymowych tylko cztery nie wynikają z gramatyki. To dużo, podobnie jak w kolędowym, enumeracyjnym wierszu Cień, gdzie rymy niegramatyczne stanowią około trzydziestu procent. Nie są to przy tym rymy specjalnie oryginalne (w rodzaju trzeba – nieba). Zwykle poeta rymuje rzeczownik z rzeczownikiem, czasownik z czasownikiem, przymiotnik z przymiotnikiem, zaimek z zaimkiem (twoja – moja), korzystając z gramatycznej zbieżności końcówek.
17U Naborowskiego prawie zawsze współbrzmieniu podlegają trzy ostatnie głoski. Rzadko pojawiają się rymy pogłębione (na przykład zbędziesz – będziesz; dobrodzieja – nadzieja; się puści – nie wypuści; będziesz – nabędziesz). Poeta niemal nie stosuje częstych w epoce rymów homonimicznych, choć przecież nieobce są mu zabawy w ekwiwokacje. Wyjątkiem jest tu dwuwers z listu do Janusza Radziwiłła:
Że do was osobliwie nie piszę, bo drogi
Papir u nas, do tego spracowanym z drogi […] (P, s. 140).
18Układ rymów u Naborowskiego jest typowy dla tradycji czarnoleskiej. Miażdżącą przewagę mają rymy parzyste, zewnętrzne. Jeśli odrzucimy domniemane przekłady poety z Petrarki i Du Bartasa oraz raczej niewątpliwą translację Pieśni Lobwassera, to praktycznie powyższe stwierdzenie dotyczy całej znanej twórczości poety. Zdarzają się co prawda nieliczne rymy wewnętrzne (na przykład Wiatr srogi kwiat…; Gdzie ostra broń, dzielny koń; piskorz i grosz; pełne czary, puchary…); To na nich opiera się też translacja Descriptio gentium, odwzorowująca konstrukcję oryginału, którą można jednak uznać w gruncie rzeczy za pięciozgłoskowiec rymowany parzyście.
- 11 K. Mrowcewicz, Małe folio, Warszawa 2011.
19W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że jedyny pewny przekład sonetu, który wyszedł spod pióra Daniela Naborowskiego (Na oczy królewny angielskiej), nie tylko nie odtwarza wzorca metrycznego, ale także głęboko modyfikuje treść, co stawia pod znakiem zapytania twierdzenie o wierności Naborowskiego – tłumacza. Otrzymujemy po prostu dwudziestowersową, stychiczną pochwałę pięknej królewny, napisaną trzynastozgłoskowcem rymowanym parzyście. Nie można wykluczyć, że wynika to z użytkowego charakteru, jaki – w moim przekonaniu – miał ten utwór (wiersz dołączony do obrazu)11, ale zarazem trudno nie zauważyć, że może stawiać to pod znakiem zapytania autorstwo przekładów sonetów Petrarki, Triumfu Miłości oraz Triumfu Wiary.
20Jako wielbiciel poezji Naborowskiego piszę to z ciężkim sercem. Dotyczy to szczególnie sonetów (a przede wszystkim 132 i 134). Są to bowiem przekłady świetne! Wierne i doskonałe poetycko. Być może najlepsze, jakie wydała nasza kultura. Wydaje się, że łączenie ich na siłę z ciężko rymowanymi poematami (chodzi zwłaszcza o Triumf Wiary) jest stanowczo zbyt pochopne. Ustalenia Wiktora Weintrauba dają się sprowadzić do ukrytego gdzieś w podtekście zdania: jeśli nie Naborowski, to kto? Literatura staropolska pełna jest białych plam. Wciąż szybuje w powietrzu nazwisko poety bez wierszy, Jana Grotkowskiego; minęło już trzydzieści lat od wydania polskiego Adona, a nikt nie zbliżył się nawet do tajemnicy autorstwa poematu, który przewyższa swoją objętością (ponad szesnaście tysięcy wersów) cały dorobek Daniela Naborowskiego. Ani tercyna z Triumfu Miłości, ani okalające rymy z Triumfu Wiary nie mają w znanej nam twórczości poety żadnych odpowiedników.
21Naborowski jest poetą klasycyzującym. Jak już wspominałem, wyrastającym z wielkiej tradycji czarnoleskiej z pominięciem awangardy polskiego baroku. Jego poezji przyświeca ideał jasności. Szyk wyrazów w zdaniu jest zasadniczo prosty, czasem tylko konceptycznie komplikowany. Na przykład:
Krótka rozprawa: jutro, coś dziś jest, nie będziesz,
A żeś był […] (P, s. 158).
22Szczególnie dotyczy to puent, operujących niejasnymi (z pozoru) zaimkami:
Tą, kto żyje [cnotą], ma dosyć, choć nie ma niczego,
A bez tej kto umiera, już nic ze wszystkiego (P, s. 167).
23W zasadzie poeta nie stosuje wielce wówczas popularnej inwersji.
24Klasycyzm Naborowskiego kończy się na poziomie retorycznego ornatus. Teksty te są gęste od tropów i figur retorycznych.
25Naborowski nie jest poetą metafory. Najczęściej metaforyczny charakter mają czasowniki lub przymiotniki, co wynika zwykle z antropomorfizacji bądź animizacji:
[…] drapie zwierz zuchwały […] (P, s. 62).
[…] jasne zorze błagają […] (P, s. 144).
[…] wiek łakomy […] (P, s. 77).
26Za metafory (w rozumieniu retorycznym – jako skrócone porównania) można też uznać pochodnie, gwiazdy, słońca, nieba i bogów ze słynnej pochwały oczu królewny angielskiej, dźwięk, cień, dym, wiatr, błysk, głos, punkt z wiersza Na krótkość żywota lub emblematyczne zrównania świata z morzem, człowieka z okrętem, przygód ze skałami, a Szczęścia/ Fortuny z szalonym wiatrem w Imprezie.
27Zdecydowanie więcej jest porównań, zazwyczaj dość konwencjonalnych i mało obrazowych (Jak z gniazda młody orlik…; Czemu by cię przyrównać próżno miesiącowi; Twój dom jak klasztor, pokój jak świątnica, usta zdrój modlitw, oczy czystych łez krynica…).
28Podążając szlakiem czarnoleskim, Naborowski nie jest poetą obrazu. Jego wyobraźnia, choć z pozoru emblematyczna, ma też skłonność do emblematycznej konwencjonalności i abstrakcji. Wspomniany szereg metafor/ porównań z wiersza Na oczy królewny jest czysto intelektualny, a nie plastyczny.
29Najwyraźniej widać to w przypadku epitetów. Kwiaty są rozliczne, burza i śmierć – srogie, sen – twardy. Oczywistość tych przymiotników, tak jak u Kochanowskiego, zbliża je do zwykłej tautologii: morze jest głębokie, skała – twarda, słońce – jasne, gaj – zielony, krzewina – zielona, trawy – zielone, lament – płaczliwy, promień – złoty.
30Poeta czasem urozmaica zestawienia epitetu z rzeczownikiem, ale pozostaje wciąż w obrębie konwencji. Nieba mogą więc być łaskawe, życzliwe albo surowe, rozgniewane; żal – surowy, serdeczny, nieutulony; morze: błędne, dzikie, rozgniewane; Mars – zbrojny, krwawy, srogi, surowy, bitny, żelazny. Już na tych przykładach można zauważyć powtarzalność niektórych epitetów.
31Nie jest zaś Naborowski poetą oksymoronów. W poddanych analizie wierszach poety udało mi się odnaleźć zaledwie jeden oksymoron:
Wesołej tylko śmierci pamiątka zostaje (P, s. 47).
32Bardzo rzadko pojawiają się epitety zaskakujące: na przykład olej – cichy, lot – bujny. Z całą pewnością nie w obrazowości należy więc szukać silnych stron tej poezji. I nie przeczy temu hypotypoza z Ćwiczenia dziatek, w istocie nieobrazowa, bo całkowicie konwencjonalna:
Uboga cnota w szatach oszarpanych chodzi
I żebrząc, nieszczęśliwa, ulice obchodzi,
Aby wżdy mogła dostać chleba spleśniałego… (P, s. 161).
33Sztuka poetycka Naborowskiego polega raczej na umiejętnym operowaniu językiem, na budowaniu układów słownych, na eksploatowaniu sensów słowa. To poeta powtórzeń, poeta enumeracji. Jego świata, w odróżnieniu od kosmicznych, uniwersalnych obrazów Kochanowskiego, nie da się zamknąć w syntetycznych formułach. Stąd wyliczenia i powtórzenia.
34Mnożyć można przykłady anafor. Anafora (a mówimy o czasach przed Janem Andrzejem Morsztynem) stanowi podstawę konstrukcyjną całych wierszy (na przykład Cnota grunt wszystkiemu, Do Anny, Na oczy królewny, Do Aleksandry/ Do tejże, Cień) lub jest chętnie wykorzystywana w dużych fragmentach tekstów.
35Rozwijanie wypowiedzi często przyjmuje postać anadiplozy:
Bo teraz i dni krótkie, krótkie też do tego… (P, s. 90).
Nie niebo: niebo torem jednostajnym chodzi,
Nie słońca: słońce jedno wschodzi i zachodzi… (P, s. 144).
Zgotuję jej zbroję, zbroję wstydu […] (P, s. 78).
Bo teraz i dni krótkie, krótkie też do tego
Twoje tu przebywanie […] (P, s. 90).
I my, co ziemię małą, małe morze mamy […] (P, s. 152).
Osądziła być godne wiekuistej sławy,
Sławy, którą zdarzy Bóg […] (P, s. 179).
36Na anadiplozie oparta jest pierwsza część Odmiany świeckiej:
- 12 Pozwalam sobie w tym miejscu zacytować wiersz Odmiana świecka, który przypisałem przed laty Naborow (...)
Wszytki coraz wiek laty, lata miesiącami,
Miesiące dniami, a dni zasię godzinami,
Godziny minutami […]12.
37Do ulubionych figur poety należy poliptoton. Wynika on poniekąd z enumeracyjnego charakteru wielu wierszy Naborowskiego. Pomińmy przykłady oczywiste (Róża, Cień, Malina, Sól, Kalendy). W Żywocie ludzkim czytamy:
Nie to żywot żyć długo, ale żyć cnotliwie,
Bo jeśli żywot długi długością właściwie
Życia naszego mierzym, bydlęta z tej miary
Czemu mają od Boga większe niż my dary?
Lecz żywot ten doczesny przecie jest i wrota
Do niebieskiego, Bogu równego żywota,
Do którego się rodzim, stąd drogą nazwany
Do żywota wiecznego, żywot ten stroskany.
Bo ten żywot, którego długo zażywają,
Acz nie wszyscy, ci, którzy w ziemi oczy mają,
Ziemski żywot właściwy, a żywot bydlęcy,
Co im właśnie należy, który też zwierzęcy
Stan swym własnym poczyta, a ten skoro minie,
Iże już swój czas skończył i sam z czasem zginie […] (P, s. 156).
38Poeta obraca w ustach tytułowe słowo „żywot”, dorzucając przy okazji „miarę” (mierzym – miary) i „czas” (czas – za czasem). Na anaforach i poliptotonach opierają się także moralistyczny epigramat Łazarz do Bogacza, panegiryczne Złote pobożności pęto i wiele innych utworów Naborowskiego.
39Obok poliptotonów, które eksploatują znaczenia słów i ich mniej lub bardziej ukryte związki, poeta chętnie sięga po asyndeton:
Dźwięk, cień, dym, wiatr, błysk, głos, punkt […] (P, s. 158).
[…] łuk, cięciwa, strzały,
Lutnia, strony […] (P, s. 141).
40Zdarzają się również wyliczenia ze spójnikami, czyli polisyndetony:
Tęskność i narzekanie, i płacz serdeczny,
I ciężkie wzdychanie […] (P, s. 79).
Już pozwem, już mandatem, już woźnim turbuje […] (P, s. 136).
[…] w domu, w polu, w pokoju, w potrzebie […] (P, s. 138).
Droga, prawda i żywot, kotwica wieczności […] (P, s. 164).
41Powtórzenie jest w twórczości Naborowskiego jednym z podstawowych mechanizmów rozwijania wypowiedzi poetyckiej, co widać nie tylko w znanych wierszach enumeracyjnych, ale także w wielu innych tekstach.
Wstydać się wprawdzie muszę, ale wstydu tego […]
Bogowieście nazwani i synami Boga,
Z ofiarami do świętych przystępują proga,
Ofiara zaś z boskiego zdarzenia pochodzi […]
Tym kołem wszystko płynie z wyroku wiecznego,
Tenże wyrok jest sprawcą staniku mojego (P, s. 33).
Mury murom ustępują, klęska po klęsce przychodzi […] (P, s. 81).
Próżen i domniemania, próżen i sromoty […] (P, s. 157).
Szczęśliwy, gdy od szczęścia będę oddalony (P, s. 157).
Dał ci się Bóg urodzić do wysokich rzeczy,
Wysokie tedy zawsze sprawy miej na pieczy […] (P, s. 158).
42Powtórzenie przybierać może formę chiazmu:
I król sielankę lubi, sielanin królową […] (P, s. 35).
Miłujmy i żartujmy, żartujmy i miłujmy […] (P, s. 58).
Cienia pragnie nowożeń, nowo za mąż dana
Cienia pragnie […] (P, s. 151).
Noc dniowi, dzień zaś nocy ustępuje […] (P, s. 181).
Nic nie weźmie, nie weźmie nic wróg szalony […] (P, s. 157).
43Pojawiają się również figury etymologiczne (pseudoetymologiczne):
Gdzie uczyciel darmouk, który darmo dawa
Naukę […] (P, s. 161).
[…] jutro, coś dziś jest, nie będziesz,
A żeś był, nieboszczyka imienia nabędziesz […] (P, s. 158).
44Wreszcie – paronomazje:
Malinasz sama sprawi, tylko w swoim rzędzie
Chciej przestawić litery, że Namilsza będzie […] (P, s. 175).
45Zdarzają się też konstrukcje antytetyczne i to nie tylko w słynnej pochwale niczego:
Radosny przyjazd, ciężkie twoje odjechanie […] (P, s. 90).
Wszakże tym, co zachodzi, znowu słońce wstaje […] (P, s. 91).
[…] jutro, coś dziś jest, nie będziesz […] (P, s. 158).
Wysoki umysł w dolnych rzeczach uwikłany […] (P, s. 160).
[…] iż to wszystko mija, za nic wszystko stanie […] (P, s. 167).
46Paradoksy pojawiają się przede wszystkim we fraszkach, na przykład wykorzystujących znaczące nazwiska:
I z ciołka […] spory byk za czasem bywa […] (P, s. 47).
Skop się wadził z Baranem, Wołk rzecz odprawuje […] (P, s. 57).
47– oraz w puentach tekstów filozoficznych i panegirycznych:
Szczęśliwy, gdy od szczęścia będę oddalony (P, s. 157).
Wielom była kolebka grobem, wielom matka ich mogiła (P, s. 158).
Dwakroć żyje, kto żyjąc umrzeć się gotuje,
Umiera dwakroć, kto się śmiertelnym nie czuje (P, s. 159).
Tą kto żyje, ma dosyć, choć nie ma niczego,
A bez tej kto umiera, już nic ze wszystkiego (P, s. 167).
48Czasem paradoks przyjmuje nawet postać rozbudowanego wywodu:
Wszakże w takim obfitym dostatku wszystkiego
Zgoła żeć nie dostaje (rzekę tak) Niczego.
Przeto żebyś miał i to, czegoć nie dostawa,
Przyjmi Nic z łaską, które chudy sługa dawa,
A mnie dla samej sfory, o wielki hetmanie,
Co daj, a tak Co i Nic pospołu zostanie (P, s. 172–173).
49Poetycka retoryka Naborowskiego ma charakter manierystyczny – przekształceniu i komplikacji podlega klasyczny, znany z tradycji czarnoleskiej alfabet. Zmiany nie są jednak jakościowe, lecz raczej ilościowe, jakby klasyczny porządek, przez multiplikację elementów, prowadził do nadmiernej gęstości, do horror vacui, obrazu, który jest tak wypełniony wielością form, że wymaga nieustannej uwagi, skupionego namysłu nad tym, co jest przedmiotem, a co tylko jego odbiciem albo odbiciem odbicia. Gabinet osobliwości (erudycja) połączony z gabinetem luster (styl) – tak można by obrazowo opisać tę poezję. Jeśli zakwestionujemy autorstwo przekładów z Petrarki, to zaskakiwać może bardzo słaba obecność w twórczości Naborowskiego elementów petrarkizmu. Pisałem co prawda o antytezach i paradoksach, ale nie są one zbyt liczne, brakuje zaś oksymoronów i typowej dla petrarkistów metaforyki, choćby w opisach kobiecej urody.
- 13 J. Dürr-Durski, Wstęp, w: D. Naborowski, Poezje, s. 32.
50Podsumowując: poetycka retoryka Naborowskiego nie jest na tyle oryginalna, by nazwać go, jak to zrobił Stanisław Żórawiński (jeszcze jeden siedemnastowieczny pisarz bez twórczości), „polskich poetów ozdobą”13.
51Przez stosunek (naginając nieco Arystotelesowskie kategorie) będę rozumiał oryginalność albo raczej element wyróżniający poezję Naborowskiego na tle/ w stosunku do innych twórców epoki.
52Tym elementem jest, jak sądzę, opracowanie brzmieniowe. Jest ono co prawda częścią retoryki, ale chcę, poświęcając mu osobne miejsce, szczególnie je wyeksponować.
53Figurą retoryczną jest onomatopeja, ale Naborowski praktycznie z niej nie korzysta. Organizacja brzmieniowa jego utworów nie polega na zwykłym dźwiękonaśladownictwie. Duża część instrumentacji głoskowych wynika w tej poezji (przynajmniej częściowo) z preferowanych figur retorycznych, takich jak anafora, anadiploza, poliptoton czy też różne rodzaje wyliczeń. Tak będzie w Cieniu, Róży, Soli, Kalendach czy Kurze. Nasycenie tych tekstów powtarzającymi się głoskami wydaje się naturalne, ponieważ poeta eksploatuje po prostu pojemność słów, które są tematem tych utworów. Towarzyszą temu figury etymologiczne i pseudoetymologiczne:
[…] wstyd rumiany różą zafarbuje […] (P, s. 170).
i rozkosz sama nigdy, lecz z troską na poły […] (P, s. 171).
róża nam wyraziła nasze krótkie lata […] (P, s. 171).
Zbroję rdza je […] (P, s. 175).
[…] nowożeń, nowo za mąż dana […] (P, s. 151).
[…] błoto błotnej ziemi […] (P, s. 156).
[…] uczyciel darmouk, który darmo dawa […] (P, s. 161).
Z kurem Merkuryjusza […] (P, s. 168).
Wiatr srogi kwiat owionął […] (P, s. 77).
[…] styr – umysł stateczny […] (P, s. 157).
– wreszcie anagramatyczne:
Malinasz sama sprawi, tylko w swoim rzędzie
Chciej przestawić litery, że Namilsza będzie […] (P, s. 175).
- 14 L. Pszczołowska, Instrumentacja dźwiękowa, Wrocław 1977, s. 36.
54Ale specyficzną cechą poezji Naborowskiego jest po prostu abstrakcyjne kojarzenie słów przez współbrzmienia. Naborowski, jak poeci XX wieku, przez dźwięki spokrewnia wyrazy i tworzy nowe znaczenia14.
55W niewielkim korpusie wierszy poety możemy znaleźć zarówno aliteracje inicjalne, na przykład:
Nie pogardzisz pokłonu pani ubogiego […] (P, s. 146).
Wzruszony wałów wiatry niesfornymi […] (P, s. 147).
I my, co ziemię małą, małe morze mamy […] (P, s. 152).
Od ciała sławy smakiem będzie zhołdowany […] (P, s. 160).
Z pamięcią zaraz z świata znosi wiek łakomy […] (P, s. 77).
– jak i końcowe:
który widzian być może, lecz iman nie będzie (P, s. 150).
[…] czary, puchary […] (P, s. 152).
[…] zginie tu w godzinie […] (P, s. 165).
Jedyna jest przyczyna niefortuna moja […] (P, s. 32).
56Nie brakuje całych tekstów opartych na jednym zespole głosek, jak w słynnej Róży, w której wciąż powracają ro-ra, or-ro, ró-ór.
Ta róża, która mi się wśród zimy rozwiła […] (P, s. 171).
57Zadziwia przy tym pewna regularność, metoda tworzenia skojarzeń słowno-dźwiękowych. Wiele spośród tych aliteracji można nazwać lustrzanymi, bo w następnym albo bliskim słowie odbija się w odwrotnym lub lekko przekształconym szyku ten sam zespół głosek:
Błagają nagłym wiatrem rozgniewane morze […] (P, s. 144).
Tym ma nad Macedona Aleksandra moja […] (P, s. 145).
Droga, prawda i żywot, kotwica wieczności […] (P, s. 164).
Drzewo owoc wydać miało […] (P, s. 77).
Mus surowy […] (P, s. 176).
I my, co ziemię małą, małe morze mamy […] (P, s. 152).
Ojcowie, co ich wonczas […] (P, s. 163).
Zostawuje twe łoże, żona już nie twoja […] (P, s. 75).
- 15 Wysoki umysł…, s. 100.
[…] rozgniewane bogi u pogan błagano […]15.
58Spotykamy też aliteracje – echa. Następne słowo odbija fragment poprzedniego:
[…] szklenice nicuje […] (P, s. 152).
[…] na drzewku kur złoty […] (P, s. 168).
Śliczna Wenus spłodzona z słonej morskiej piany […]16.
Przygody – skryte skały, szczęście – wiatr szalony,
Gdzie styr – umysł stateczny […] (P, s. 157).
Godzina za godziną niepojęcie chodzi […] (P, s. 158).
Ten tryb rzeczy był przedtem, ten i teraz będzie […] (P, s. 166).
Spólny raz ostrym nosem i pazury bywa […] (P, s. 168).
Miasto grotu był zawsze subtelnej roboty […] (P, s. 168).
Cnót strażnik, wstyd rumiany różą zafarbuje […] (P, s. 170).
[…] ostre swoje strzały […] (P, s. 173).
59I jeszcze jeden przykład, z wykorzystaniem palindromu:
Zaraz ogon ogromny zwiesi między nogi […] (P, s. 167).
60Czasem aliteracja przyjmuje formę geometrycznie ścisłą, gdzie w członie przed- i pośredniówkowym mamy taki sam porządek głosek:
I stRAszne suROwego RAdamanta gROdy […] (P, s. 152).
61Przyjrzyjmy się, jak Naborowski buduje mistrzowskie permutacje niewielkiego zespołu głosek:
Tym ma nad Macedona Aleksandra moja […] (P, s. 145).
62Powtórzeniom podlegają zespoły głosek: YM – MA – NAD – DO – AND – MO.
63Podobnie w zakończeniu Cienia:
I my, co ziemię małą, małe morze mamy […] (P, s. 152).
64W tym przypadku powtarzają się: MY – MA – MA – MO – MA – MY.
65I jeszcze cytowany już przykład z Błędu ludzkiego:
Droga, prawda i żywot, kotwica wieczności […] (P, s. 164).
66Tu z kolei powtórzeniu podlegają głoski: RO – RA – WOT – OTW – WI – WIE.
67Nie brakuje także instrumentacji prozodyjnej, opartej na akcencie. W przywoływanej już kilkakrotnie Krótkości żywota w jednym wersie pojawia się siedem jednosylabowych, konceptycznie dobranych symboli znikomości ludzkiej egzystencji:
Dźwięk, cień, dym, wiatr, błysk, głos, punkt – żywot ludzki słynie (P, s. 158).
68Cały tekst ma zresztą niesłychanie wyrafinowaną konstrukcję dźwiękową:
Godzina za godziną niepojęcie chodzi […] (P, s. 158).
69Dwukrotnie powtórzone słowo „godzina” wraca echem w końcowym: DZI, które jest zresztą ukrytym dźwiękowym motywem przewodnim całego epigramatu.
70I dalej:
Krótka rozprawa: jutro, coś dziś jest, nie będziesz […] (P, s. 158).
71Rozpisując ten wers na zespoły dźwięków, otrzymujemy: RÓT – RO – UTR – RO – DZI – DZI. W dwunastu wersach DZI powtarza się dziewięć razy.
72Instrumentacje głoskowe nadają poezji Naborowskiego indywidualny, mistrzowski charakter. Zasługują też na pewno na osobne studium.
73Co dała ta próba rozmontowania poetyckiej maszyny poety? Z jednej strony – rozczarowanie. W większości omawianych elementów Naborowski specjalnie się nie wyróżnia. Ot, jeden z wielu poetów tej epoki, operujący typowymi dla niej środkami. Ot, mechanizm, składający się z dobrze znanych części. Ot, niebo, co ma swój znany uczonym obrót. Ale ten mechanizm gra, jak sztuczny ptak z gabinetu osobliwości, jak wypełniony kółkami i trybikami zegar, wreszcie jak cudowna machina nieba, która nam daje prawdziwy cud poezji – muzykę sfer.